 |
SŁOWO IV
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”
(Mt 27[,46]).
Moc modlitwy przywraca grzesznikowi komunię z Bogiem
Wydaje się, że niegodziwy Kalwin , tak jak w całokształcie swych nauk
pachnie bluźnierstwami, tak też w szczególny sposób swą niegodziwość i
bluźnierstwo – jak to zaznaczył Korneliusz a Lapide – ujawnił w
wyjaśnieniu tego westchnienia odwiecznego Słowa do odwiecznego Ojca.
Twierdzi on bowiem, że Chrystus Pan wydał okrzyk rozpaczy; i jakoby
było prawdą, że pozbawiony wszechmocy, nie mógł nic uczynić dla swego
ocalenia. Takim to szyderstwem wyśmiewali Go kapłani żydowscy, wołając:
„innych wybawiał, sam siebie wybawić nie może” [Mt 27, 42].
Co
za wstrętne bluźnierstwo! Co za głupia i niegodziwa interpretacja Pisma
Świętego! Naprawdę mądrzej i sumienniej zwraca uwagę na to powiedzenie
naszego Pana św. Leon Wielki
, mówiąc: „Wołanie to nie jest skargą, lecz nauką”. Gdy bowiem Wcielony
Syn w czasie męki wzdycha do Boga Ojca, do tego właśnie Ojca, któremu
zawsze jest równy, to nie tyle żali się na swe opuszczenie, co nas
uczy, że wtedy, gdy nas Bóg jakoby opuścił, z największą gorliwością
trzeba się modlić i nie ustawać w modlitwie, abyśmy Go z powrotem
przywołali; z wielkim naleganiem błagać, abyśmy Go znowu pozyskali. To
właśnie teraz obszernie udowadniam.
Z dwu
przyczyn Bóg zwykł oddalać się od człowieka. Po pierwsze, gdy chce
zrobić doświadczenie, do czego jest zdolny o swoich siłach, albo
przynajmniej do czego chce [być zdolny] człowiek, który liczyłby na
własne możliwości, chociaż wie, że nic nie może bez pomocy z nieba. Po
drugie, gdy człowiek, popełniając grzech śmiertelny, oddala od siebie
Boga i przechodzi dobrowolnie pod prawo ducha piekielnego. Na to
skarżył się kiedyś Najlepszy Pan, mówiąc przez proroka Jeremiasza: „Bo
dwie złości uczynił lud mój: Mnie opuścił, źródło wody żywej, a
wykopali sobie cysterny, cysterny
rozwalone, które nie mogą wody zatrzymać” (Jr 2[,13]).
Jesteśmy
wszyscy ludem Bożym, dopóki jesteśmy posłuszni Jego przykazaniom,
dopóki polegamy na Jego woli. A ilekroć jakim brudnym grzechem
zeszpecimy naszą duszę, odchodząc od Stwórcy do stworzeń, stajemy się
zaraz w stosunku do Niego buntownikami i oddajemy się pod władzę
strasznego władcy piekła. Teologowie mówią, że pijemy ze źródła
wszelkich dóbr, dopóki pozostajemy w łasce; straciwszy łaskę przez
grzech, czerpiemy zupełnie mętną wodę z Kocytu i Styksu .
W jakżeż obrzydliwych wodach zanurzamy usta, gdy nie przeciwiamy się
zachętom demonów. W tym dokładnie sensie, wyjaśniając wspomniane słowa
Boże, formułuje swoje pouczenie znany nauczyciel św. Hieronim .
Mówi on: „Trzeba zwrócić na to uwagę, że źródło jest czymś trwałym i
posiada ożywcze wody. Cysterny zaś i sadzawki napełniają się wodami z
potoków, z mętnych wód polnych i deszczów. Bóg przeto, „który jest
źródłem
życia”, demony „nazywa popękanymi cysternami”. Takie cysterny kopie
sobie każdy, kto splamiony obrzydliwym występkiem opuszcza haniebnie
Boga i przechodzi pod władzę demonów; kto opuściwszy Źródło życia,
idzie za sprawcą śmierci, dla którego czarodziejskie napoje cyrcejskie smaczniejsze są niż nektar niebieski”.
Ale
trzeba się już zastanowić: jakim sposobem należy na nowo przywołać
Boga, którego wygnaliśmy przez smród grzechu? Odpowiadam: Zapachem
modlitwy.
Smród sprawia przyjemność
demonowi, zapach Bogu. Zapachem wygania się tamtego, przyciąga Tego.
Pismo Święte, nauczyciel cnót, bardzo jasnym dowodem to samo
potwierdza. Młodszy Tobiasz z archaniołem Rafałem, kryjącym się w
ludzkiej postaci najwierniejszego Achatesa
, szedł do Raga w Medii. Gdy szli drogą nad rzeką Tygrysem, Tobiasz
zapragnął wejść do rzeki, prawdopodobnie by wodą odświeżyć sobie
zmęczone nogi. Gdy zrobił to zbyt pospiesznie i nierozważnie, „oto
okrutna ryba wyszła, aby go pożreć” (Tb 6,2). Szlachetny młodzieniec
śmiertelnie przerażony wpadł w rozpacz. Ponieważ jednak w takim wypadku
był pod ręką ratunek, wzywając towarzysza zawołał: „Panie, panie, rzuca
się na mnie” [Tb 6,3]. Rafał, dodając ducha wystraszonemu, każe, aby
natychmiast odważnie wyciągnął rybę na brzeg, zabił i wypatroszył, a
jej serce, żółć i wątrobę zachował. Młodzieniec, przetrwawszy tak
wielkie niebezpieczeństwo, gorliwie wypełnia rozkazy a zarazem pyta
bardziej poufnie swego nader mądrego towarzysza: w jakim celu mają być
zachowane wnętrzności ryby? Rafał, wyjaśniając mu nadzwyczajną ich moc,
powiedział: „Jeśli cząstkę jej serca położysz na węgle, dym jego
odpędza wszelakie czarty czy od
męża, czy od niewiasty, tak iż więcej do nich nie przystąpią” [tamże,
wers 8]. Wykazano prawdziwość tego, gdy Tobiasz połączony węzłem
małżeńskim z Sarą, córką Raguela (do którego przyszedł celem odebrania
długu), dymem powstałym ze spalonego serca tej ryby, odpędził od niej
bardzo silnego demona, który przed nim zatriumfował nad kilkoma
młodzieńcami.
Świetny egzegeta Lyranus
[Mikołaj z Lyry] rozważając to, bardzo trafnie interpretuje ten dym w
sposób bardzo harmonizujący z naszym tematem. Otóż mówi on: „Dym
wydobywający się z ognia, oznaczał moc modlitwy Tobiasza [młodszego] i
Sary, dzięki której anioł Rafał odpędził demona od Sary”.
By
to lepiej zrozumieć, trzeba zgodzić się z filozofami: „dwie
sprzeczności nie mogą znajdować się w jednym i tym samym przedmiocie”.
Zwalczają się nawzajem, dopóki słabsze nie zostanie wypchnięte przez
mocniejszego. A co bardziej sprzeciwia się łasce Bożej jak nie grzech?
Co bardziej jest nienawistne Bogu i wrogie niż demon?
Czy
chcecie więc odzyskać łaskę, której pozbawił was grzech? Chcecie na
powrót przywołać Boga do swoich serc, którego z siebie wygnaliście
nikczemną przychylnością względem szatana? Grzesznicy! Najpierw
kadzidłem gorącej modlitwy wypędźcie stamtąd grzech i jednocześnie
weźcie rozbrat z jego sprawcą, władcą piekielnym. Wnet i łaska i sam
Bóg do was wróci. „Dym wydobywający się z ognia” palących się
wnętrzności upieczonej ryby odpędził diabła od Sary, a zjednał jej
Boga. Na ile bowiem modlitwa nienawistna jest szatanowi, na tyle miła
jest Bogu. Przepędza szatana, zaprasza Boga; co więcej, ciągnie Go
jakby skrępowanego do serca modlącego się człowieka.
Pobożność
Noego może tu być przykładem. Skoro Noe, kapitan okrętu całego świata,
po opadnięciu wód, ze swojej „Argo” , która przechowała w sobie cały
świat, wyszedł na ziemię, uznał, że najpierw trzeba zjednać sobie
Bóstwo niebieskie. „Zbudował ołtarz Panu, a wziąwszy z każdego bydła i
ptactwa czystego, ofiarował całopalenia na ołtarzu” [Rdz 8,20]. I co
równocześnie się stało? „Poczuł Pan wonność wdzięczności, i rzekł:
'Żadną miarą więcej nie będę przeklinał ziemi dla ludzi, zmysł bowiem i
myśl serca człowieczego skłonne są do złego od młodości jego; przeto
też nie pobiję więcej wszystkich istot żyjących, jakom uczynił” [tamże,
21].
Na
Boga! Skąd taka nagła przemiana w Bogu? Przedtem zagniewany mówił:
„Przeklęta [.....] ziemia [.....] ciernie i osty rodzić ci będzie” [Rdz
3,17-18] . Teraz zgoła co innego: „Więcej już nie będę złorzeczył
ziemi”. Przedtem: „ruszony serdeczną boleścią wewnątrz, rzekł:
‘Wygładzę człowieka [...] z oblicza ziemi, od
człowieka aż do bydląt, od ziemiopłazu aż do ptactwa powietrznego; bo
mi go żal, żem je uczynił” [Rdz 6,6-7]. Teraz całkowicie ułagodzony i
spokojny, całkowicie dobry i łaskawy, co innego głosi: „Już nigdy nie
zgładzę żadnej istoty żyjącej, jak to uczyniłem”. Skąd ta tak nagła i
cudowna zmiana w Tym zwłaszcza, który jest niezmienny? Ponieważ „poczuł
Pan wonność” (Rdz 8[,21]), mówi nam Pismo Święte. Jakby miało
powiedzieć: Dotąd gniewał się, srożył, niszczył Bóg świat, dopóki
bardzo przykry smród grzechów ludzkich napełniał Jego nozdrza. Skoro
zaś je orzeźwił zapach wdzięczności, zapach błagania, zapach modlitwy,
natychmiast, jakby zmieniony w kogoś innego, powstrzymuje Swą prawicę i
obiecuje wielką płodność ziemi, a rodzajowi ludzkiemu nienaruszalność i
pokój, mówiąc: „Więcej już nie będę złorzeczył ziemi; już nigdy nie
zgładzę żadnej istoty żyjącej”.
Co za
uszczęśliwiający zapach, który ziemi i jej mieszkańcom tak doskonale
przywrócił komunię z Bogiem! Ale można tu zapytać: z czego wydobył się
tak miły Bogu zapach? Z mięsa złożonych na ofiarę Bogu zwierząt, czy
skądinąd? Pierwsze odpada. Palenie się mięsa nie mogło tego dostarczyć,
ponieważ dym i swąd ze spalania mięsa ma zwyczajnie ma wychodzić
niemiły. Inne więc było źródło owego zapachu i to tak obfitego, że swą
intensywnością stłumił swąd spalanych mięs. Wypowiedział się o tym jak
najbardziej twierdząco, słynny ze złotego krasomówstwa Biskup
[Jan Złotousty] w następujących słowach: „Usposobienie ofiarnika,
dzięki swemu bardzo intensywnemu zapachowi, usunęło dym, swąd i wszelką
nieprzyjemność pochodzącą ze spalonych zwierząt”.
„Bóg
nie jest mięsem, (dodam za Rupertem ) , ani ciałem, by ich zapach
sprawiał Mu przyjemność. Ale ponieważ jest duchem, w materialnych
ofiarach zwraca uwagę na serce ofiarującego i, jeśli jest ono pobożne,
to w jego skrusze łaskawy Bóg znajduje przyjemność; bardziej się nią
zadawala niż człowiek wonią cielesną, choćby nie wiem jak przyjemną”.
Patrz, patrz jak miła jest najlepszemu Bogu [modlitwa] płynąca z
prawego i skruszonego serca! Jak skutecznie rozpędza swąd popełnionych
grzechów! Jak jej woń czyni Boga niezmiernie łaskawym dla człowieka.
Potwierdźmy
to samo bardzo często powtarzanym przykładem powiedzianym przez
Odwieczną Prawdą. „Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić” (Łk
18[,10-14]). Którzy? albo jacy? „Jeden faryzeusz, a drugi celnik”. Obaj
dobrze znani; obaj wysoko postawieni. Posłuchajmy dokładnie modlitwy
obydwu. Cóż tam swoimi ustami wypowiadasz chełpliwie, faryzeuszu?
„Boże,” mówi, „dziękuję Ci”. Za co? „że nie jestem jak inni ludzie,
drapieżni, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, jako i ten celnik” (spojrzał
pogardliwie na niego). Wydaje ci się, faryzeuszu, żeś dobrze się
modlił. Podziękowałeś bowiem Bogu za zachowanie cię w stanie łaski.
Czynisz przecież zupełnie dobrze, że nie upodabniasz się do
grzeszników, których sam Bóg nienawidzi. Rzeczywiście i ja taki osąd o
tobie wydaję. A Sędzia wiekuisty, czy podobny? Zajrzyj do Łukasza, to
zrozumiesz.
A tymczasem słuchaj i ty,
celniku: dlaczego modlisz się ze spuszczonymi w ziemię oczyma? Dlaczego
wzdychasz, uderzając się pięścią w piersi? Mówi: „Boże, bądź miłościw
mnie grzesznemu”. Czy tak? Ty jesteś grzesznikiem? Dlaczego to patrzysz
w ziemię, a nie śmiesz w niebo? Ale, proszę o uwagę: Czy może przez
wypędzenie pięścią grzechów próbujesz na nowo przywołać tam Boga
wypędzonego z twego serca grzechami? Natychmiast zapytam: czy tym
sposobem modlenia się coś osiągniesz, czy czegoś dokonasz? – Dużo
osiągnął i bardzo wiele dokonał. Albowiem otrzymał to, czego ledwie
śmiał się spodziewać: odzyskawszy komunię z Bogiem, „odszedł
usprawiedliwiony do swego domu”. Usprawiedliwiony? Z jakiej racji? Św.
Paulin mówi: „Grzesznik ze skruszonym sercem, sam siebie
oskarżający, zostaje przyjęty i otrzymuje przebaczenie wyznanych win”
(List 18). To jest doskonałe usprawiedliwienie, odpuszczenie grzechów,
powrót Boga do serca pokutnika. Jakaż wielka jest moc bardzo pokornej
modlitwy, która tego dokonuje!
Św.
Marek, drugi ewangelista, twierdzi, że nasz Zbawiciel swą mocą wypędził
siedem duchów z owej „kobiety, która była w mieście grzesznicą” [Łk
7,37]. Czy
była istota bardziej nieszczęśliwa, niż ta dusza opuszczona przez Boga
i za Jego przyzwoleniem zamieszkana przez tylu i tak okrutnych katów
(mam na myśli wady)? Ten zaś, co przyszedł zbawić nie sprawiedliwych,
ale grzeszników, tę opętaną nieszczęśliwą kobietę nie tylko uwolnił [od
grzechów], lecz oprócz tego wyniósł do takiego stopnia świętości i
czci, że trudno określić, które dzieło wszechmocy i dobroci Boga było
wspanialsze: czy stworzenie świata i wszystkich rzeczy, czy nawrócenie
Magdaleny?
Jeśli
chcesz wiedzieć co wyjednało u Odkupiciela rodzaju ludzkiego ową łaskę
dla tej bardzo wielkiej grzesznicy, zajrzyj do ewangelii św. Łukasza i
księcia
nauczycieli Augustyna, a dowiesz się. Św. Łukasz właśnie opowiada, że
ta bardzo osławiona kobieta opanowana przez siedmiu demonów z wielką
śmiałością wtargnęła do domu pewnego faryzeusza, gdy Chrystus był tam
na wieczerzy. Upadła do stóp Jezusa i nie tylko obfitym deszczem łez je
zrosiła, ale także umyła; umyte - drogocennym płynem oblała; oblane -
szczególną ozdobą swej głowy, a mianowicie, jasnymi puklami włosów
wytarła. Dlatego uwolniona od wewnętrznych katów, usłyszała z ust
Bożych te najmilsze słowa, owo zaświadczenie zjednanego sobie Bóstwa,
zapewnienie o odpuszczeniu grzechów, ten symbol wiecznej przyjaźni
wiecznego Króla: „Odpuszczają ci się grzechy” [Łk 7,48].
Następnie
św. Augustyn rozważając wnikliwie, jak to on umiał, tę całą przedziwną
i wprawiającą w zdumienie sprawę, przypisuje ją milczącej, ale bardzo
skutecznej modlitwie: „Wylała łzy serdeczne” (tak rozważa o Magdalenie
błagającej Jezusa) „i umyła stopy Pana w posłudze uwielbienia, włosami
wytarła, ucałowała, namaściła. Milcząc, mówiła: nie wydawała głosu,
lecz okazywała uwielbienie. Dlatego zasłużyła, by usłyszeć:
„Odpuszczają ci się grzechy”. Po wypędzeniu demonów już jest w tobie
moja łaska, miłość do Mnie, nie miłość do świata. (Bóg to mówił, Bóg
tego dokonywał). Tak zostanie na zawsze.
Kimkolwiek
jesteś, a jesteś opuszczony przez Boga, opanowany przez złego ducha,
odarty z łaski, obciążony grzechami, jęcz, bij się w piersi, wylewaj
łzy, wołaj, wołaj: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” i wróci
do ciebie moc z wysokości, zostaną przepędzone demony, odpuszczone
zostaną grzechy. Łaską, chwałą, Bogiem się napełnisz. Kończę słowami
Izydora z Peluzjum : „Kto skruchą uderza pierś i swoje wnętrze, i
dołączając chóry żałosnych, pokutnych słów, macza pióro pokuty w
kielichu żalu nocnych łez, nie będzie pozbawiony [korzyści płynących
ze] śmierci Chrystusa podjętej za grzeszników”.
Jan Kalwin (1509-1564), jeden z głównych twórców Reformacji, działający we Francji i Szwajcarii.
Św. Leon Wielki (+461), papież, skłonił Atyllę, wodza Hunów, do
wycofania się spod murów Rzymu. Zwalcza pelagianizm, manicheizm i
pryscylianizm (w Hiszpanii), broni autorytetu Stolicy Piotrowej w
Rzymie wobec patriarchów wschodnich, występuje przeciw tendencjom
odśrodkowym episkopatów w płn. Afryce i w Galii. Jest doktorem Kościoła.
W mit.gr. rzeka płaczu i jęków w Hadesie.
Styks, w mitologii greckiej,źródło w Arkadii, wytryskujące z czarnej
skały, którego wody zawierały trujące składniki. Według legendy
przekazanej przez Pauzaniasza, wodą tą otruty został Aleksander Wielki.
Św. Heronim (ok.345-420), doktor Kościoła, autor tłumaczenia St. i
Nowego Testamentu na język łaciński, zw. Wulgatą. Wszechstronny znawca
literatury i języków starożytnych. Egzegeta Biblii, ostry polemista,
zostawił po sobie olbrzymią spuściznę literacką. Nadzwyczaj pracowity,
prowadził b. surowy tryb życia. W 386 r. osiedlił się w Betlejem i tam
kierował małą społecznością mniszą i zgromadzeniem zakonnic.
Kirke (łac. Circe) w mit. gr. nimfa, córka Heliosa, słynna
czarodziejka, zmieniła towarzyszy Odyseusza w świnie, dając im pić wino
zmieszane z ziołami.
Achates – towarzysz Eneasza, występujący w Eneidzie, wierność jego stała się przysłowiowa.
Mikołaj z Liry (+1349), egzegeta franciszkański, autor kazań zw.
Postylle (post illa verba - po tych słowach, tak zwykle zaczynano
kazanie).
Mityczny okręt Argo, który wiózł Jazona na wyprawę po złote runo. Zob. Parandowski Jan, Mitologia, Warszawa 1990, ss. 234 ns.
Autor ma na myśli św. Jana Złotoustego. Zob. przypis 11 w Słowie I.
Rupertus z Deutz (Tuitiensis)(ur. ok. 1075), teolog i opat benedyktyński.
Św. Paulin z Noli (353-431). Wstąpił na drogę kariery państwowej. O
prawdach wiary pouczył go św. Ambroży. Pojął za żonę hiszpańską
chrześcijankę i przyjął chrzest. Po śmierci syna oboje małżonkowie
zdecydowali się na pełną wstrzemięźliwość. W 314 roku wyświęcony na
kapłana, a w 411 konsekrowany na biskupa. Pozostawił wiele listów i
poezji.
Św. Izydor z Peluzjum (+ok. 435), jest jednym z największych
epistolografów epoki patrystycznej; zostawił po sobie ponad dwa tysiące
listów. Był mnichem w klasztorze niedaleko Aleksandrii i wielbicielem
św. Jana Złotoustego. Zajmował się egzegezą Pisma św.
|