 |
SŁOWO V
„Pragnę”
(J 19[,28]).
Pragnienie [zbawienia] dusz, jakie dręczy Chrystusa,
bardzo się przyczynia do ich nawrócenia.
Bardzo znakomity pisarz ze wspólnoty kartuzów, Suriusz , opowiada, że pewien
młodzieniec o imieniu Landelin wywodzący się z przedniej szlachty
francuskiej, odciągnięty przez niegodziwe usiłowania krewnych od
postanowienia podjęcia życia zakonnego, rozluźniwszy w burzliwym wieku
cugle swobody, przystał do szajki rozbójników. Stał się też z czasem
ich przywódcą. Gdy pewnej nocy zbierał oddziały swych [ludzi], by
obrabować dom jakiegoś bogatego Krezusa ,
spostrzegł, że brakuje mu jednego z bardziej bliskich, który został
pozbawiony życia nagłym ciosem śmierci. Przybity z tego powodu
smutkiem, w miejsce rozbojów, pogrążył się w ospałą bezczynność. I oto
we śnie widzi, że złe duchy
porywają do piekła tego, którego śmiercią był przygnębiony. A jakiś
bardzo dobry duch (był to anioł stróż) zapytał go tymi słowami: „Hej,
czy i teraz będziesz jego towarzyszem?” Przestraszony widokiem
piekielnej przepaści nie zechciał być Tezeuszem dla swego Peritoosa .
Przebudziwszy się, zerwał z wadami i bardzo się zmienił. Trzy razy
nawiedził progi Świętych Apostołów. Potem wybudował wiele klasztorów.
Dokonał też licznych cudów. I wreszcie, leżąc w popiele i włosiennicy,
bardzo świątobliwie umarł.
Bardzo
więc pomogło Landelinowi jeszcze za życia wstąpienie do piekła i nie na
darmo oczami duszy choć we śnie obejrzenie kąpieli przygotowanej
grzesznikom.
Ja naprawdę nie chcę tu nikogo
nawracać ze złej na dobrą drogę przedstawianiem ogromu wiecznych mąk.
Niech raczej dla każdego będzie pobudką bardzo gorące pragnienie
zbawienia naszych dusz, które Syn Boży bardzo mocno zawsze odczuwał. To
właśnie pragnienie chcę tu bardzo szczegółowo przedstawić.
Proszę
cię czytającego łaskawie to rozważanie, abyś usiłował jeszcze bardziej
podobać się Bogu, jeśli cię łaska Boża przyprowadziła do wyższego
stopnia doskonałości. A jeśli z powodu miłości do rzeczy stworzonych
bardzo oddaliłeś się od swego Stwórcy, proszę: „Zawróć, nie jest to
dobra droga, zawróć; zginęli wszyscy, którzykolwiek tą drogą szli”.
Zawróć i daj do picia upragniony przez Jezusa kielich twojego
nawrócenia.
Najpełniej
nawrócony spośród upadłych królów, znany Dawid, jak to opowiadają
święte Księgi, kiedy ukrywał się w jaskini Adullam w obawie przed
prześladowcami, poczuł ogromne pragnienie napicia się z bardzo
przeźroczystego źródła [znajdującego się] przy bramie ojczystego
Betlejem. Pociągało ono ludzi ku sobie krystaliczną wodą. Wówczas
jednak było zajęte przez wrogich
Filistynów. Nie ukrywając, że był [spragniony], zawołał wobec stojących
przy nim towarzyszy broni: „Oby mi kto dał się napić wody ze studni,
która jest w Betlejem u bramy” (2Krl 23[,15]).
Może
kogoś wprawić w zdziwienie tak nieznaczne umartwienie, tak zaś gruba i
jawna cielesność, tego bardzo mężnego a jednocześnie bardzo świętego
króla, z powodu której trzech bardzo dzielnych bohaterów swego wojska
wystawił na bardzo oczywiste niebezpieczeństwo. Musieli oni do cysterny
przejść przez środek nieprzyjacielskich szyków, by dogodzić
podniebieniu króla. Zarówno też mógłby ktoś zarzucić Dawidowi, że będąc
doświadczonym wojownikiem, takie wybrał miejsce dla siebie i wojska,
gdzie trzeba było cierpieć na brak rzeczy najpotrzebniejszej, a
mianowicie wody. Ale ja dostrzegam tu wielką tajemnicę. Wielce
sprawiedliwy Dawid był figurą Zbawiciela świata. Między innymi Ojcami
wskazał na to bardzo wyraźnie św. Remigiusz
w tych słowach: „Słowo Dawid etymologicznie znaczy: ‘silny ręką’ lub
‘miły z wyglądu’. To wskazuje na Chrystusa, który jest ręką silny, bo
zwyciężył diabła i rozdał jego łupy. Jest miły z wyglądu, bo nie tylko
ludzie, ale i aniołowie pragną Go widzieć”.
A zatem, pragnący Dawid oznacza pragnącego Chrystusa. By jednak
całościowo zrozumieć zagadnienie, trzeba zastanowić się co oznacza
słowo Betlejem, przy bramie którego znajdowała się ta znakomita cysterna, która w
Dawidzie - figurze Chrystusa, wzbudziła tak przedziwne pragnienie.
Grzegorz Wielki mówi: „Betlejem oznacza dom chleba”. Koło tego chleba
znajdowała się woda, bo Pan Jezus niczego nigdy nie łaknął, niczego nie
pragnął, oprócz zbawienia dusz. Dlatego to, gdy pewnego razu uczniowie
troskliwie prosili Go: „Rabbi, jedz”, mówią, że im odpowiedział: „Mam
Ja pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie”. By jednak lepiej Go
zrozumieli, dodał: „Mój pokarm jest, żebym czynił wolę Tego, który mnie
posłał, abym wykonał sprawę Jego” [J 4, 31-34].
Jaką sprawę? „Wezwania ludzi do nawrócenia i przyprowadzenia ich znowu do Ojca”, mówi znany św. Albert Wielki .
Gdy więc nasz Zbawiciel w osobie Dawida pragnął wody z cysterny
betlejemskiej, to „łaknął i pragnął” nie pokarmu i napoju ludzkiego,
lecz zbawienia”, jak zaznacza Biskup mediolański [św. Ambroży].
Niech
mi będzie wolno jaśniej rozpatrzyć to bardzo intensywne pragnienie
dusz, które wciąż dręczy Syna Bożego. Przyrodnicy uczą, że istnieje
pewien rodzaj wężów, zwanych dipsadami, które, kąsając człowieka,
przelewają w niego tak bardzo szkodliwą truciznę, że [on] nagle bardzo
pragnie napoju. Nieustannie pijąc, nie może jednak ugasić pragnienia.
Ale
wróćmy do tematu. Ten starodawny wąż, gdy ukąsił Rodziców naszego
rodzaju, wylał w nich [z siebie] takiego wirusa, że w Adamie wszyscy
umieramy. Jest poza wszelką wątpliwością, że Jezus Chrystus absolutnie
nie został porażony tą jadowitą trucizną piekielnego dipsada, ponieważ
narodził się z Maryi, ujarzmicielki tego węża, której nie dotknął nie
tylko sam grzech, ale nawet podnieta do grzechu. I w tym przede
wszystkim celu wziął na siebie szatę ciała ludzkiego, by dostarczyć
lekarstwa na tę zarazę. Z miłości ku nam wziął na siebie nasze słabości
i – jak świadczy Prorok – nosił nasze choroby i obarczył się boleściami
(Iz 53,4), „Stał się podobnym do ludzi i postawą znaleziony jako
człowiek” [Flp 2,7]. Takim wreszcie ustawicznym płonął pragnieniem
zbawienia naszych dusz, że mogło się wydawać, iż został w jakiś sposób
ukąszony przez piekielnego węża dipsada.
Dlatego kardynał Hugo pięknie powiedział: „Dziwne, że [.....] Źródło odczuwa pragnienie [.....], ale to wszystko dla nas”.
On
niegdyś wołał w świątyni Jerozolimskiej: „jeśli kto pragnie, niech do
Mnie przyjdzie a pije” [J 7,37]. On też w osobie Dawida ujawnił swoje
pragnienie, wołając: „Oby mi kto dał się napić wody ze studni, która
jest w Betlejem u bramy”. I to wszystko z powodu nas. Idźmy dalej.
Umiłowany
przez Jezusa uczeń opowiada, jak to Jezus zdążał z Judei do Galilei
przez Samarię. Gdy przybył do miasta „Sychar, znużony drogą, siedział
tak przy studni. Godzina była prawie szósta” (J 4[,6]). Tymczasem
przyszła kobieta z wiadrem zaczerpnąć wody. On jej powiedział: „Daj mi
pić” [tamże, 7]. O niewiasto stokroć błogosławiona, którą prosił o
napój Ten, który jest Stwórcą wszelkich płynów. Szybciej, szybciej
zanurz wiadro w źródło i pokrzep swą zimną wodą Źródło wszelkich dóbr.
Nie chce. Dlaczego? Bo przyznaje się do tego, że jest Samarytanką.
„Jakże Ty będąc Żydem, prosisz pić ode mnie, która jestem niewiastą
Samarytańską?” (Odważa się dysputować z Odwieczną Mądrością). „Żydzi
bowiem nie obcują z Samarytanami” [tamże, 9].
Czy
może chcecie już wiedzieć, ciekawi ludzie, jakie znaczenie miał powód,
dla którego Samarytanka odmówiła Chrystusowi napoju? Posłuchajcie więc
przemiłego Opata z Clairveaux
, który takie na ten temat snuje rozważanie: „Samarytanka znaczy
„próżna istota”, która poszukuje tylko swawoli, przyjemności, rozpusty,
żądzy posiadania i wszelkich pragnień
światowych”. Czyż nie tak? Taką była owa Samarytanka! Próżna, swawolna,
rozpustna, łakoma, pełna światowych pragnień! Któż by więc się dziwił,
że ona nie chciała dać łyku zimnej wody prawdziwemu Izraelicie,
największemu wrogowi takich wad?
Rozważ
jak wielkie pragnienie dręczyło Jezusa, kiedy prosił o napój tę
kobietę; z jak wielką tęsknotą pragnął zbawienia tej próżnej istoty,
tej
aroganckiej i dzikiej. Albert Wielki uczy, że „bardziej pragnął
zbawienia duszy [tej kobiety], niż napicia się wody”.
Najpierw
z jej przyczyny był „zmęczony” bardzo szybkim podążaniem do miasta, by
nie minęła znana Mu od wieków chwila przyjścia jej do studni. Złoty
nauczyciel
mówi: „Wiedział Pan, o której godzinie inni odpoczywali, o tej ona
zwykła chodzić po wodę; dlatego o szóstej godzinie przyszedł”. A
Burgeńczyk
dodaje: „Aby też nie wyglądało, że przyszedł przypadkowo, ten, który
wszystkim kieruje, tajemniczym impulsem pokierował jej umysłem, by
przyszła wtedy, gdy tam było Źródło życia, Chrystus”. A ponieważ
przyszedł wcześniej niż ona, „zwyczajem
zmęczonego - jak mówi Kajetan - oparty o studnię, tj. oparłszy ramię o cembrowinę dla podparcia głowy,” oczekiwał Samarytanki. „Tak zwykle siadają zmęczeni”.
Następnie któryś z nowszych pisarzy
twierdzi, że przez słowo „tak” (w komentarzu Kajetana) [J 4,6] św. Jan
chciał chyba zaznaczyć pełną tęsknoty troskę i żarliwą miłość, jaką
płonął Boży Pasterz w niestrudzonym poszukiwaniu
tej zagubionej owieczki.
Potem, jeśli zwrócisz uwagę na głos Tego, który do niej mówi: „jest to głos błagającego - mówi Toletus
- i Ten, który mógł rozkazywać Aniołom, zwraca się z prośbą do próżnej
nierządnicy i niewiernej kobiety”. (Taką była Samarytanka). Do tego
stopnia jest zatroskany o zbawienie ludzi, że modlitewnie błaga o to,
[.....] na czym i nam w najwyższym stopniu zależy”.
I
wreszcie widząc, że jest oporna i nieświadoma własnego dobra, mówi: „O,
gdybyś ty znała dar Boży, i kto jest ten, kto ci mówi: Daj mi pić, ty
byś Go zapewne prosiła, a dałby ci wody żywej”[ J 4, 10]. Św. Bernardyn
ze Sieny ,
rozważając te słowa i wspominając jednocześnie znaną Kananejską
kobietę, która kiedyś wielkim i wprost dokuczliwym błaganiem usiłowała
wymusić na Panu uzdrowienie swej córki, mówi takie słowa: „Gdy kobieta
Kananejska uczuciem płonąc, troskliwie zabiegając, wielkim wołaniem
błagając, prosi o uzdrowienie swojej córki, tzn. jej duszy, Jezus
jednak ucieka [od niej], nie odzywa się do niej i gardzi niby psem, i robi wrażenie
jakby miał do niej wstręt. A tu przeciwnie, jakby ścigał tę
Samarytankę, nawet gdy ona opiera się Jego natchnieniom”.
O, ślepa Samarytanko! Istoto płocha, swawolna, zmysłowa, rozpustna,
pałająca żądzą; pełna pożądliwości ciała, oczu, pychy żywota i rozkoszy
tego świata! Daj, (błagam cię na twoje zbawienie), daj się napić swemu
spragnionemu Zbawicielowi; ofiaruj Mu siebie samą! Dlaczego odwlekasz
swe nawrócenie? Oto męczy się szukając cię, zmęczony siada, siedząc,
czeka odpowiedniej chwili, by przemówić do ciebie przez święte
natchnienia i na inne sposoby. I gdy On ponawia te wysiłki, ty
lekceważysz. Ofiarowuje ci siebie, ty uciekasz. Pokazuje jak jest
skłonny i chętny przebaczyć ci tak liczne i ciężkie grzechy, a ty tego
nie widzisz. Prosi wreszcie o napój twoich łez, a ty nie udzielisz? Nie
szuka On bowiem czego innego, prosząc „daj mi pić”, jak tylko czystej
wody ze źródła twoich oczu.
Ale
przechodzę już do ostatniego pragnienia mego Pana. Wisiał On na wysokim
drzewie pośród dwóch łotrów cały pokryty niezliczonymi ranami, z
przebitymi rękami i nogami, poraniony koroną cierniową a oprócz tego
oszkalowany zjadliwymi
szyderstwami bluźnierców. Słońce, zatrwożone tak strasznym widokiem i
tak ogromną zbrodnią ludzi wobec swego Stworzyciela, skryło się sprzed
ich oczu. Cały świat pokryła ciemna noc. Ponadto jęczy ziemia, grzmi
niebo, pękają skały, rozdziera się zasłona w świątyni. Cała przyroda
jest wzburzona.
Tylko Jezus, trwając
niewzruszenie w niewymownych mękach, powolnym głosem woła: „Pragnę”. Tu
Magdalena gorąco współczując swemu Wybawcy, w
milczeniu lamentowała: Ach! „Pragnę”, wołasz; brak tym skałom wody.
Jedynie z oczu płyną strumienie, pij je. Nie co innego uczyniła
Najświętsza Rodzicielka i pozostałe niewiasty obecne przy tej
najsmutniejszej Tragedii: ofiarowywały Ukochanemu Zbawcy swoje łzy dla
zaspokojenia Jego pragnienia.
Sam
jeden żołnierz, rzadko skłonny do litości, nową nikczemnością pobudził
pragnienie niebieskiego Cesarza: „Włożywszy na hyzop gąbkę pełną octu,
podali do ust Jego” [J 19,29]. Taką relację o uczniach Marsa
podaje uczeń Jezusa - Jan. Uważam, że Pan to samo teraz zrobił, co
trochę wcześniej uczynił z octem zmieszanym z żółcią. Mianowicie, gdy
„skosztował, nie chciał pić” [Mt 27,34]. Wcale nie chciał pić, bo
dręczyło Go zupełnie inne pragnienie. Nie pragnął żadnego napoju, bo On
był w stanie nic nie jeść i nic nie pić przez 40. dni. „Doznawał innego
pragnienia (słusznie przypuszcza pobożny Blozjusz ), a mianowicie, więcej cierpieć i jeszcze bardziej widocznie okazać nam Swoją miłość”.
Tu trochę się zatrzymam i zapytam wytrawnych badaczy przyrody: jak
zachowują się jelenie ugodzone zatrutą strzałą czy ukąszone przez węża?
Za nich wszystkich jeden Solinus
odpowiada mi, mówiąc: „do źródeł wód spieszą spragnione i w te bardzo
czyste wody wyrzucają [z siebie] truciznę”. Wodą więc i gaszą powstałe
pragnienie, i uwalniają się od wypitej trucizny.
A
teraz wracamy do Jezusa, którego Pismo Święte nazywa Jeleniem. Święta
oblubienica ucieszona Jego szybkością i zwinnością tak się chlubi:
„Podobny jest miły mój do sarny lub do jelonka” (Pnp 2[,9]). Ten więc
niebieski Jeleń podwójną strzałą: strzałą miłości do ludzi i zatrutą
strzałą naszego grzechu bardziej zraniony, niż zaostrzonymi końcami
gwoździ zapewnia, że męczy Go wielkie pragnienie, gdy przybity do
krzyża woła: „Pragnę”. Ach, czego
pragniesz, Panie mój, czego pragniesz? Odpowiada ustami św. Augustyna:
„Pragnieniem moim jest wasze zbawienie; pragnieniem moim jest wasze
odkupienie: pragnę waszej wiary”, ludzie! Pragnę waszego nawrócenia,
grzesznicy!
Ach! Dusze pobożne a również
dusze bezbożne: ugaście najsłodszymi łzami pragnienie waszego
Odkupiciela. Jest to najodpowiedniejszy napój na to
pragnienie. Do takiego źródła ogromnie pragnie się dostać ten Jeleń
przebity bardzo zatrutymi strzałami waszych grzechów. Nawróćcie się
więc do Niego przez post, płacz i bicie się w piersi. Wylejcie przed
Nim cały wprost ocean łez dla was pożytecznych, a dla Niego
upragnionych. Dajcie pić spragnionemu, dajcie napój łez wytryskujących
ze skruszonego serca. Bo jeśli tego bardzo
ochoczo i szczodrze nie uczynicie, obawiajcie się wiecznego pragnienia.
Przyjdzie bowiem czas, kiedy ten spragniony Jeleń zmieni się w bardzo
surowego Sędziego. Wówczas do niegodziwie lekceważących Jego bardzo
gorące pragnienie i swoje zbawienie, zwróci się ostatecznie z wyrokiem
potępienia: „Pragnąłem, a nie daliście mi pić, [.....] idźcie ode mnie
przeklęci w ogień wieczny” [Mt 25,42. 41].
O, grzeszniku, abyś nie płonął na wieki, orzeźwiaj teraz Chrystusa usychającego z pragnienia twego nawrócenia.
Suriusz (Sauer) Wawrzyniec (+1578), pisarz kartuzjański, autor żywotów świętych.
Krezus, ostatni król Lidii w latach 580-546, słynął z ogromnych bogactw
(stąd dzisiejsze potoczne określenie: Krezus = wielki bogacz).
Tezeusz, syn króla Aten Ajgeusa, razem ze swym przyjacielem Peritoosem,
królem Lapidów, porwał Helenę, jako małą dziewczynkę, co spowodowało
najazd jej braci, Dioskurów, na Attykę i opozycję przeciw Tezeuszowi w
Atenach.
W historii Kościoła znany jest św. Remigiusz ( ur. ok. 436), biskup w
Reims, który ochrzcił króla Klodwiga, ale on nie zajmował się egzegezą
Pisma św. Intensywnie pracował nad chrystianizacją Franków.
Albert Wielki (+ ok.1280), biskup, doktor Kościoła, filozof, nauczyciel
św. Tomasza z Akwinu. Ogarniał niemal wszystkie dziedziny ówczesnej
wiedzy – od mineralogii do teologii. Torował Arystotelesowi drogę do
myśli chrześcijańskiej.
Hugo (+1263), dominikanin, znany egzegeta i teolog, mianowany kardynałem przez pap. Innocentego IX.
Opat z Clairveaux, czyli św. Bernard. Zob. przypis 38, Słowo III.
Złoty nauczyciel, tzn. św. Jan Złotousty. Zob. przypis 11. Słowo I.
Paweł z Burges (+1435), egzegeta dominikański.
Kajetan (Tomasz de Vio) (1648-1538), kardynał, filozof i teolog
dominikański. Przyczynił się do upowszechnienia tomizmu. W 1517 r.
wysłany do Niemiec z misją pojednania Lutra z Kościołem.
Nie wiadomo kogo Autor miał na myśli.
Franciszek z Toledo (+1596), jezuita, teolog, kardynał.
Św. Bernard Sieneński (1380-1444), głęboki kaznodzieja franciszkański.
Poruszył jak nikt dotąd problem pośrednictwa NMP, naukę o Niepokalanym
Poczęciu, nabożeństwo do św. Józefa. Dał początek zreformowanej gałęzi
franciszkanów, zwanej w Polsce bernardynami, do których należał św. Jan
z Dukli, błog. Błog. Szymon z Lipnicy, Ładysław z Gielniowa, Rafał z
Proszowic i in.
Mityczny bóg wojny i rolnictwa u Rzymian. Syn Junony, ojciec Romulusa, legendarnego założyciela Rzymu.
Ludwik Blozjusz Czcigody (1506-1566), opat benedyktyński w Lessies.
Reformator życia zakonnego, pisarz ascetyczny i mistyczny.Spotkanie z
człowieczeństwem Jezusa uważał za najlepszą drogę do spotkania z
Bogiem. Stąd rozważania życia Jezusa, a zwłaszcza Jego Męki.
Gajus Julius Solinus żył ok.III w. przed Chr., zostawił zbiór ciekawostek, zwłaszcza ze świata zwierząt.
|