 |
SŁOWO VII
„Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mojego”
(Łk 23 [, 46]).
Ducha swego musimy bardzo często polecać Chrystusowi Panu,
jeśli nie chcemy bardzo często upadać i ponownie upadać
Bardzo
często spostrzegamy, że ludzie, opuszczając ten świat, polecają swym
najbliższym to, co w życiu mieli najdroższego. Tak kiedyś Turnus , król Rutilów, skądinąd bardzo dzielny bohater, zwyciężony w pojedynku przez Trojańczyka Eneasza , „na kolanach, wznosząc pokornie dłonie, modlitewnym wzrokiem błagał zwycięzcę:
jeśli w jakiś sposób myśl troskliwa o Ojcu
może Cię wzruszyć, błagam:
i tyś miał takiego rodzica, Anchizesa!
Nad Daunem starym litość miej!
Natomiast
nasz Odkupiciel umierając na krzyżu, nie przemówił do nikogo z ludzi
czy aniołów, lecz do swego Niebieskiego Ojca, polecając Mu swego ducha:
„Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego”. Św. Atanazy
rozważając te słowa, powiedział: Chrystus „wypowiadając z krzyża słowa:
‘Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego’, wszystkich ludzi umieszcza
przy Ojcu i Jemu poleca, by przez Niego i w Nim byli ożywieni. Jesteśmy
bowiem członkami, a te liczne członki są jednym ciałem, którym jest
Kościół. Wszystkich więc w sobie poleca Bogu”.
Z Atanazym zgadza się Cyryl
, mówiąc: Odwieczny Syn „w ręce Ojca przekazał swą duszę, byśmy,
zaczynając od niej i przez nią, mocno wierząc, mieli pewną co tego
nadzieję, iż po śmierci znajdziemy się w rękach Boga”. A Eutymiusz
dodaje: „I to nam sprawił Pan Bóg, że odtąd dusze sprawiedliwych nie
będą zstępować do piekła, lecz, przeciwnie, będą wznosić się do Boga”.
Dlatego i my nie powinniśmy pozostawać bezczynnymi, ale, podczas gdy
Jezus Chrystus poleca nas swemu odwiecznemu Ojcu, jednocześnie i my
sami siebie powierzajmy odwiecznemu Synowi tegoż Ojca, byśmy w Jego
rękach zabezpieczeni od upadku i powrotu do niego, spokojnie odtąd
prowadzili swe życie. Jak to powinno i może się stać - po krótce
wyjaśnię.
„Czymś troistym jest nasz duch: [.....] myśl, [.....] dusza, [.....] sumienie. Tak uważa Dydym , w „Catena”, którego cytuje Korneliusz . Te trzy władze [duchowe] mamy polecać Bogu”.
Najpierw
trzeba zająć się Myślą. Ponieważ jest ona, jak stwierdza Duch Pański,
„cała skłonna do złego”, przez nią człowiek bardzo łatwo daje się
oszukać przebiegłemu duchowi piekła. Mamy tego godny opłakania przykład
wśród potomków Izaaka. Natchniony Historiograf opisując to, mówi:
„Cudzołożył lud z córkami Moabu” (Lb 25[,1]). Jak doszło do nierządu?
Zobaczył, zapragnął, pomyślał, przyzwolił, uczynił. Ryszard [od św.
Wawrzyńca] jaśniej to przedstawia, mówiąc: „Madianici swoje córki takie
wystrojone ustawili przed oczyma synów Izraela, by wzbudzić w nich
pożądliwość i by w ten sposób [oni] ściągnęli na siebie gniew Boży”. I
ściągnęli.
A czy jedynie tylko Izraelici
zostali uwikłani w takie sidła? Nie. Wspomniany Ojciec dodaje: „Co raz
wydarzyło się, jak wiemy, historycznie, tego często duchowo doświadcza
każdy prawdziwy Izraelita”, czyli chrześcijanin. „Dzieje się to wtedy,
gdy nieprzyjaciele narzucają oczom umysłu pewne obrazy ze sfery
pożądliwości. Przez zajmowanie się nimi, jeśli umysł oddaje się
nieprzyzwoitym przyjemnościom, niewątpliwie obraża swego Opiekuna”.
Zły duch jest najbardziej przebiegłym i sprytnym Apellesem .
On z pędzlem umoczonym w różnobarwnych farbach zawsze stoi przy płótnie
naszych myśli; i jeśli zauważy, że źle się go strzeże, usiłuje
namalować na nim jakie chce obrazy: mogą to być polujące Diany , zazdrosne i pyszne Junony czy rozpustne Wenery .
Dokłada starań, by nasz umysł oderwać od Boga i zwrócić ku światu, ku
jego próżnościom i ciekawostkom; stara się go posmarować mamidłem
[niezdrowej] ambicji i wstrętnego upodobania; stara się go zapalić
płomieniem wyuzdania przez wtłaczanie brudnych wyobrażeń. Bo on wie, że
dla popełnienia śmiertelnego grzechu wystarcza jedna uporczywa myśl, a
dusza nią zabrudzona przeznaczona jest na wieczne męki. Jeżeli zaś nie
może nakłonić człowieka do czynu sprowadzającego śmierć, to
przynajmniej podsuwa mu najgorsze myśli, by opętanego takimi sztuczkami
i sidłami pociągnąć ze sobą w wieczną przepaść.
Król
Psalmista widząc, że z nim tak się dzieje, głęboko wzdychał: „Boleści
otchłani otoczyły mnie, pochwyciły mnie sidła śmierci” (Ps 17 [,6]).
Myśli próżniacze, ciekawskie, puste, złe, uważał Dawid za „boleści
otchłani”, ponieważ człowieka, który się nimi delektuje, strącają na
piekielne męki. Nazywa je też „sidłami śmierci”, bo kto jest w nie
uwikłany nie łatwo unika grzechu ciężkiego, który zadaje śmierć duszy.
Jakim sposobem uwalniał się od tych więzów bardzo rozważny Król, [sam]
pouczył nas jasno tymi słowami: „Oczy moje zawsze skierowane do Pana,
albowiem On wyrwie z sidła nogi moje” (Ps 24[,15]). Bo umysł wzniesiony
nieustannie do Pana jest niedostępny dla sugestii nieprzyjaciela.
Przydatnym w tej sprawie jest to, co o sobie opowiadał Filip Nereusz
, bardzo świątobliwy kapłan i założyciel Zgromadzenia Oratorianów.
Powtarzał on bowiem codziennie wciąż to samo oświadczenie, że poszerzy
ranę w boku Chrystusa Pana, jeśli On, związawszy jego ręce, nie włoży
mu na głowę Swoich rąk. Siedliskiem myśli jest głowa. Pragnął więc
Filip, by była ona wciąż trzymana w rękach Chrystusa, ażeby Wasal
piekła nie zakłócał jego wyobraźni paskudnymi obrazami i nie zatruwał
mu duszy zgubnymi myślami.
Biedny i upadający
grzeszniku, innym sposobem nie zachowasz swej duszy w wolności od
niebezpiecznego upadku, jeśli wraz z Psalmistą nie będziesz prośbą i
nieustannym błaganiem dokuczał Synowi Bożemu: „W ręce Twe”, Panie,
„polecam ducha mego” [Ps 30,6]. Tobie chcę poświęcić swe myśli. Nie
chcę mieć i dopuścić żadnych innych myśli, jak tylko od Ciebie, o
Tobie, dla Ciebie, o Jezu! Tobie polecam ducha mego!
Od
Myśli przejdźmy do samej Duszy. Piekielny Rabuś tak bardzo starannie i
sprytnie zastawia na nią zasadzki, że Piotr, Przywódca i Ojciec
Kościoła, uważał, iż trzeba nas poważnie upomnieć, byśmy się ich
usilnie strzegli i przemyślnie unikali. „Bracia, trzeźwi bądźcie i
czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając,
kogo by pożarł” (1P 5[,8]). Nie mógł nam wyraźniej przedstawić naszego
niebezpieczeństwa do oceny, niż przez przypisanie demonowi lwiej
wściekłości i ryczenia, i że będziemy dla niego łupem, jeśli nie
będziemy rozważnie i bacznie czuwali. Lew ryczeniem wstrzymuje łup,
który chce schwycić. Podobnie demon duszę.
My,
nieszczęśliwi wygnańcy z raju, przebywamy na tym świecie jak na
ogromnym pustkowiu, gdzie pełno piekielnych zwierząt, które wokół nas
krążą, nas otaczają swymi ziejącymi paszczami, by nas pochłonąć. I nie
ma co się dziwić, gdyż pokarmem piekielnych bestii jest nie co innego,
jak dusze ludzkie, bo je, jako splamione grzechem pierworodnym, dla
siebie przeznaczyli. Każdy może sobie przypomnieć, jakie danie, jaką
paszę przydzielił Bóg, Stwórca wszechrzeczy, temu starodawnemu wężowi,
który usidlił pierwszych naszych Rodziców, mówiąc: „Ziemię jeść
będziesz po wszystkie dni żywota twego” (Rdz 3 [,14]). Jaką ziemię?
Bardzo mądrą odpowiedź daje św. ojciec Grzegorz
, Słońce rodziny benedyktyńskiej i całego Kościoła, w komentarzu do 4.
psalmu: „Odwieczny nieprzyjaciel je ziemię, ponieważ do wnętrza swej
nieprawości chowa wszystkich grzeszników”.
A Rabanus
dodaje: „Pożera [.....] ziemię, przez to że karmi się i rozkoszuje
błędami grzeszników, i łudząc, sprowadza ich na zatracenie. Bo jak
często święci nazywani są niebem, tak ci, którym smakują sprawy
ziemskie, [nazywani są] ziemią”.
W tym sensie
trzeba rozumieć i drugą karę nałożoną na węża. Jak głosi opinia
niektórych, najpierw chodził on wyprostowany do góry, a potem ukaranie
go polegało na tym, aby odtąd czołgał się na piersiach. „Na piersiach
twoich czołgać się będziesz” [Rdz 3,14]. Tak ugodził go Bóg piorunem. A
z jakiej racji to uczynił, świetnie wyraził bardzo uczony Kajetan
w takim rozumowaniu: „Brzuch - to warsztat trawienia pokarmu. A zatem,
chodzenie na brzuchu, to uciskanie przez chodzenie własnego brzucha,
[...] Zadaniem więc diabła jest, jak bardzo trafnie wnioskuje
przytoczony egzegeta, uciskanie swego pokarmu, czyli dusz grzeszników.
Można by jaśniej powiedzieć: nie tylko będziesz przeklęty ty, ale
również przeklęci będą twoi bliscy, bo będą uciskani przez ciebie”. Oto
strawa odwiecznego węża, diabła: dusze grzeszników.
O,
uciekaj, uciekaj, człowieku! Uciekaj, grzeszniku, do swego Zbawiciela.
Wzywając przepotężnej wszechmocy Jego przeciw temu niestrudzonemu łowcy
twojej duszy, przekaż ją i z ufnością powierz Jego obronie,
kierownictwu i straży. Nieustannie wołaj: „W ręce Twoje, Panie, polecam
ducha mego”. „Niech przylgnie dusza moja do Ciebie. Niech mnie broni
Twoja prawica. Niech dusza moja Twoją mocą wyrwie się jak ptak z sideł
myśliwych”.
Z Duszą związane jest Sumienie.
Dokąd nie zanieczyści go plama występku, jest ono wesołe, pogodne,
spokojne; jest ciągła uczta. Skoro zaś tego się dopuści, natychmiast z
jego zgnilizny rodzi się robak, który wnętrze grzesznika do tego
stopnia wiecznie gryzie, dręczy, ciemięży, że choć żywy, wydaje się
jakby nosił ze sobą swe piekło.
Bajką jest, co poeci przekazali o Tytiaszu
, że jego wątrobę bez przerwy żre sęp i nigdy [do reszty] nie pożera,
ponieważ zawsze odrasta. A sęp szarpiący wnętrze grzeszników jest i
prawdziwy, i wiecznie trwały. Czyż nie wyraził tego dość przejrzyście
Izajasz tymi słowami: „Robak ich nie umrze” (Iz 66 [,24])?
Wejdźmy jednak na Pola Elizejskie
, by to samo jeszcze lepiej zrozumieć. Tutaj po raz pierwszy narodził
się i grzech, i robak sumienia. Człowiek stworzony przez Boga w stanie
najdoskonalszej niewinności został królem raju. Gdy wymieniam słowo
„raj”, wymieniam miejsce przeobficie zaopatrzone we wszystko, co można
pomyśleć lub czego jak najbardziej legalnie zapragnąć.
Cóż
powiem więcej? Było to miejsce „rozkoszy”, jak świadczy Historia
Święta. Oby nigdy nie było utracone! Ale jakżesz szybko to się stało!
Ledwo Adam został dotknięty zarazą grzechu, natychmiast wygnano go z
tego kwiecistego ogrodu rozkoszy. „I usunął go Pan Bóg z raju rozkoszy”
[Rdz 3,23]. Miała, miała Dusza Ojca nas wszystkich bardzo miły i
przyjemny raj, dopóki nie była świadoma żadnego przewinienia.
Popełniwszy przestępstwo [będące skutkiem] skosztowania jabłka z drzewa
zakazanego, straciła raj, ponieważ straciła spokój, pogodę i radość
sumienia.
Dlatego, gdy niezwykle uzdolniony Teodoret
rozważył, że Protoplastom naszego rodzaju po skosztowaniu jabłka
otworzyły się oczy i spostrzegli, że są nadzy, słusznie dodał: „bo
poczuli wyrzut sumienia, który ich dręczył”.
Wreszcie
najbardziej wymowny z biskupów, Złotousty, przytoczył rację, dlaczego
Adam i Ewa po upadku skryli się, usłyszawszy głos Pana Boga
przechadzającego się po południu w raju. Powiedział tak: „Chciał [Bóg],
[.....] by ogarnęła ich duszę wielka trwoga. I to się stało. Bo skoro
właśnie[.....] odczuli jakby Bóg był obecny, zaczęli się ukrywać
[.....] Bo sumienie zwykle powstaje przeciw człowiekowi, głośno woła,
oskarża, i wyjawia, i jakby przed oczami kreśli wielkość grzechów
[.....]. I chociaż ktoś po popełnieniu grzechu [.....] kryje się przed
wszystkimi ludźmi, to jednak nie może się schować przed tym
oskarżycielem. Bo gdziekolwiek byśmy byli ze sobą je nosimy, ono dokoła
nas chodzi, [niepokoi], szarpie, biczuje [.....], w domu, na rynku, w
świątyniach, przy posiłku. Napada na śpiącego i wstającego ze snu.
[.....] Stawia przed oczy i wielkość win, i grożącą karę [.....].
Dlatego, skoro tylko Protoplasta zrozumiał zasadniczą myśl tego i
pomyślał sobie o przyjściu Pana, natychmiast się ukrył. [.....]
Zobaczył bowiem, że stoi koło niego uparty oskarżyciel, a mianowicie,
sumienie”.
Czy sumienie można nazwać tylko
upartym oskarżycielem, a nie także okrutnym katem? Bo ono oskarżając -
dręczy, dręcząc - oskarża. A na skutek oskarżeń i udręczeń pozbawia
nieraz nadziei na przebaczenie. Doświadczył tego na sobie pierwszy
bratobójca Kain, gdyż po zabiciu rodzonego swego brata Abla zawołał do
Pana: „Większa jest nieprawość moja, niżbym miał odpuszczenia być
godzien. Oto mię dziś wyganiasz z ziemi, i skryję się przed obliczem
Twoim i będę tułaczem i zbiegiem na ziemi. Każdy tedy, kto mnie
znajdzie, zabije mię” [Rdz 4,13-14]. Zwróć uwagę, że on nie lękał się
niczego innego jak tylko tego, że może być ukarany karą odwetu i swoje
życie straci za odebrane życie brata, bo bał się, że musi być zabity.
Gdy oznajmia, że będzie tułaczem i zbiegiem na ziemi, to czyż nie
wyznaje wyraźnie, że zbrodnia do tego stopnia odebrała mu spokój duszy,
iż z powodu niepokoju serca nie może usiedzieć na jednym miejscu? Gdy
mówi, że musi się skryć przed obliczem Boga, otwarcie wyznaje, że za
przelanie bratniej krwi w sposób oczywisty zasłużył na „karę
potępienia”. A ponieważ twierdzi, że nieprawość jego jest większa,
niżby mogło być dane przebaczenie, to już wpada w całkowitą rozpacz i
krzyczy, że już zatracone jest zbawienie jego duszy.
O,
najstraszniejszy dręczycielu, robaku sumienia! O, grzechu, który
powinien być tysiąckroć przeklęty i pilniej unikany niż trucizna; który
rodzi nam tak okrutnego oskarżyciela i jednocześnie najbardziej
srogiego kata! Doskonale ostrzega Lipoman
: „Lękajmy się więc nieustannie tego, abyśmy nigdy nie popełnili
takiego haniebnego czynu, za który będziemy zmuszeni znosić wiecznie
wyrzuty sumienia”.
Ale jak tego dokonamy,
jeśli Bóg swą prawicą nie wesprze naszego sumienia, nie pokieruje swym
światłem, by ono jeszcze haniebniej nie błądziło, by jeszcze ciężej nie
upadało? Trzeba się więc do Niego bez wytchnienia modlić, by nie
ustawał w wytrwałej trosce o naszego ducha. Trzeba Mu ustawicznie na
wzór Króla Proroka naprzykrzać się: „W ręce Twoje, Panie, polecam ducha
mego”. Do tego pobudza nas swoim przykładem nasz Zbawiciel, gdy swą
najświętszą duszę tak oddaje na twardym łożu krzyża. Jak On sam wtedy
polecał przedwiecznemu Ojcu swego ducha, tak samo i my polecajmy Mu
naszego ducha: nasze myśli, nasze dusze, nasze sumienia.
Nie
wystarczy opamiętanie się, gdy poznamy chorobę spowodowaną wadami,
którymi przygniecieni jęczeliśmy. Nie wystarczy zmycie szczerą pokutą
popełnionych grzechów i należyte usunięcie złych przyzwyczajeń. Trzeba
dodać unikanie nowych. Trzeba dodać usilną troskę unikania nawrotu
choroby, jak mówią lekarze; byśmy nie wracali do wymiotów na sposób
wstrętnej przywary psów; żebyśmy nie wplątali się znowu w diabelskie
sidła, z których dzięki łasce Bożej zostaliśmy uwolnieni. Ale kto -
pytam - potrafi dokonać tego własną siłą? Kto potrafi [tego dokonać]
nawet największą [własną] przemyślnością, nie wsparty przez Chrystusa,
nie wzmocniony przez Tego, bez którego nie możemy niczego, niczego?
Musimy więc często wzdychać do Jezusa, naszego Pomocnika, i to bardzo
gorliwie, jak nakazuje Kościół, zawsze powtarzać: „W ręce Twoje”,
Panie, „polecam ducha mego: odkupiłeś nas Panie, Boże prawdy” [Ps 30,
6]; więc w ręce Twoje polecam ducha mego, w każdej godzinie, w każdym
miejscu, w każdej chwili, a szczególnie ducha opuszczającego ciało.
„Strzeż mnie jak źrenicy oka; pod cieniem skrzydeł Twoich schroń mnie”
[Ps 16,8]. Amen.
Legendarny król Rutilów występujący w EneidzieWergiliusza.
Wódz trojański, bohater Eneidy
Wergiliusz, Eneida, XII, 930-35.
Św. Atanazy Wielki (ok.295-373), patriarcha Aleksandrii, doktor Kościoła. Patrz przypis 36, Słowo III
Św. Cyryl (ok. 380-444), patriarcha Aleksandrii, doktor Kościoła. Na
soborze w Efezie (431) przyczynił się do ogłoszenia dogmatu o Bożym
macierzyństwie Maryi (Teotokos).
Eutymiusz Zigabenos (+ok.1118), teolog i egzegeta bizantyjski.
Dydym Ślepy, Dydym Aleksandryjski (313 - ok.396), pisarz kościelny.
Nie wiadomo, o którego Korneliusza tu chodzi.
Apelles, sławny malarz, portrecista Aleksandra Wielkiego, żył w IV w.
przed Chr. Dzieła jego cechowało doskonałe opanowanie perspektywy i
koloru. Najpiękniejszym namalowanym przez niego wizerunkiem jest
Afrodyta (Wenus).
Diana, utożsamiana z grecką Artemidą, w mitologii rzymskiej, bogini księżyca, narodzin i łowów.
Junona, utożsamiana z grecką Herą, zazdrosna, mściwa, pyszna żona Jowisza (Dzeusa).
Wenera, utożsamiana z grecką Afrodytą, przyjęła wszystkie jej atrybyty
i cechy, córka Zeusa, żona Hefajstosa. Miała wiele „nielegalnych”
dzieci, między innymi Eros to jej i Aresa syn. Bogini miłości.
Św. Filip Nereusz (1515- 1595), założyciel filipinów – oratorianów.
Katechizował na placach publicznych, odwiedzał szpitale, troszczył się
o pielgrzymów. Przyjąwszy święcenia kapłańskie, założył zgromadzenie
księży, z którego powstało pierwsze Oratorium. Jest jednym z
najbardziej radosnych świętych.
Św. Grzegorz Wielki, zob. Słowo I, przyp. 8.
Bł. Rabanus Maurus (780-856), bp Moguncji, zwany Nauczycielem Germanii.
Był opatem i jednym z organizatorów klasztoru benedyktynów w Fuldzie.
Napisał homilie i martyrologium.
Wulgata łacińska ma rzeczownik: pectus, pectoris – piersi; brzuch (Owidiusz, Przemiany 6,663). LXX ma: he koilia – jama brzuszna, brzuch, żołądek. Stąd Wujek tłumaczy: na piersiach, Biblia Tysiąclecia: na brzuchu.
Kajetan. Patrz przypis 72, Słowo V.
Tytiasz, w mitologii greckiej, jeden z gigantów; zginął od strzały
Apollina, kiedy zamierzał znieważyć jego matkę, boginię Latonę. W
Tartarze, skazany na wieczne męki, leżał rozciągnięty na ziemi, a sępy
szarpały mu odrastające wciąż wnętrzności.
Zobacz Słowo II, przyp. 12.
Teodoret (+458), biskup Cyru, egzegeta.
Lipoman Ludwik (+1559), pisarz kościelny.
|