 |
ROZWAŻANIE II
DOBROWOLNE WIĘZY
„Rota [...] i trybun i słudzy żydowscy pojmali Jezusa, i związali Go”
(J 18,12)
Święty Paulin ,
biskup z Noli, oddał się jako okup za syna biednej wdowy porwanego
przez Wandalów, by go uwolnić i zwrócić matce. Dobrowolnie udał się do
Afryki, dobrowolnie podjął więzy i niewolę . Tak gorącą miłością do bliźniego płonęło jego biskupie serce.
O
wiele jednak szerzej rozchodził się na rodzaj ludzki niemalże nie b
mający granic blask miłości Syna Bożego. Zobaczył On, że my, skrępowani
i opanowani przez Władcę podziemia, uwikłani jesteśmy w więzy grzechów.
Mógł skorzystać z wielu innych sposobów przywrócenia nam wolności: nie
zechciał. Lecz postępując na podobieństwo winowajców, Sam zechciał być
związany, abyśmy się od więzów uwolnili. Najpierw zstąpił na świat z
nieba, następnie, gdy już bliska była godzina Jego śmierci, a naszego
życia, udał się do Jerozolimy i dobrowolnie pozwolił na pojmanie Siebie
i związanie, chcąc nam przygotować wiecznie trwającą wolność. O,
niezgłębiona miłości! O, niesłychane dobrodziejstwo! Jakimi słowami cię
wyjaśnię? Jaką mową cię obejmę? Gdy tylko w krótkich przynajmniej
słowach wykażę, że te więzy były przecież dobrowolne, najczulej je
ucałuję, bo przez nie zostaliśmy wypuszczeni na wolność.
1.
Jeszcze się nie skończyła wieczerza największej miłości; w czasie
samego spożywania niebieskiego pokarmu i picia kielicha boskiego
nektaru; nasz Zbawiciel, rozpalony największym pragnieniem podjęcia za
nas męki i śmierci, pragnąc jak najszybciej być związanym, aby bez
opóźnienia została złożona ofiara wiekuistemu Ojcu, osobiście według
świadectwa Jana pobudzał Swego zdrajcę do bezzwłocznego wykonania
zamierzonej zbrodni tymi słowami: „Co czynisz, czyń prędzej!” (J
13,27). Zbrodniczy uczeń roztrząsał już w myśli czas i sposób zdrady
swojego Nauczyciela i tą bezecną myślą bezcześcił najświętszą ucztę.
Całą uwagę miał skierowaną na to, by zapłatą za morderstwo napełnić
swój trzos i wściekłość wrogów Chrystusa nasycić niegodziwą Jego
zdradą. Widział to badacz serc, Ten, przed którym nic niema ukrytego i
wzywał do przyspieszenia zbrodni, uważając, że to zwlekanie zdrajcy
zbytnio szkodzi i Jemu i nam. Niektórzy złoczyńcy pobudzają gnuśnych
katów do jak najszybszego ich ścięcia dlatego, że wstydzą się swego
życia. Lecz Chrystus pobudza Judasza do przyspieszenia zdrady, bo Jemu
życie stało się nieznośne. Chciał bowiem za nas jak najszybciej być
związany; chciał bezzwłocznie Swoim pojmaniem przynieść nam wolność,
Swoją śmiercią życie. Z tej przyczyny z Etny serca żarzącej się
wielkimi płomieniami doznanej miłości wyrywało się to płomienne
pragnienie jak najszybszego wydania Go: „Co czynisz, czyń prędzej!”
Co
znaczą dla mnie te słowa, o których wspomina umiłowany uczeń, że
zabrzmiały, gdy już zdrajca wychodził z wieczernika, jakby w tryumfie z
ogromnej chwały osiągniętej ogromną hańbą? „Gdy wyszedł” zdrajca –
podaje św. Jan – „rzekł Jezus: Teraz uwielbiony jest Syn Człowieczy, a
Bóg uwielbiony jest w Nim” (J 13,31). Zatrzymuje się tu św. Bernard
i wpatrując się w Chrystusa, mówi: „Cieszy się i raduje się, weseli
się, radośnie wykrzykuje i mówi: Syn człowieczy został teraz otoczony
chwałą”.
O, niezbadana miłości Syna Bożego
ku nam bardzo nędznym i niewdzięcznym śmiertelnikom! Oddanie się za
nich na dobrowolne więzy uznał On za najwyższą i wyjątkową Swoją sławę,
za ogromną chwałę. Za ich wolność tak bardzo pragnął być pojmany i
związany, że ze względu na więzy i kohortę zwolnił zdrajcę, zachęcając
[do działania] i, gdy ten już wychodził, wesoło podskakiwał, radował
się. Któż więc mi zaprzeczy, że dla mnie były te dobrowolne więzy,
którymi nasz Odkupiciel i Wybawca dla nas był wiązany?
2.
Gdy się już trzeci raz pomodlił w ogrodzie i okazał Ojcu wiekuistemu
jak największą gotowość wypicia do dna kielicha bardzo gorzkiej męki,
spostrzegł, że już nadbiega Judasz, spostrzegł, że już zbliżają się
żołnierze pretorscy wraz z dworską zgrają wysłaną przez kapłanów. A
jednak jakby niczego nie spostrzegając, bo niczego się nie bojąc,
pobudza Swych drzemiących uczniów do pójścia naprzeciw wroga, mówiąc:
„Wstańcie, pójdźmy; oto się przybliżył ten, który mnie wyda!” (Mt
26,46). Nie szuka kryjówek, nie przygotowuje obrony. Idzie bez przymusu
na spotkanie nieprzyjaciół, by dobrowolnie dać się pojmać, chętnie dać
się związać. A to ze względu na nas. Albowiem Nauczyciel świata, gdy
pisał do Rzymian, poświadczył to jak najbardziej stanowczo, kiedy
mówił: „został wydany z powodu występków naszych” (Rz 4,25). „Umiłował
nas i wydał Samego Siebie za nas” (Ef 5,2).
Niech mi wolno będzie tak święty czyn naświetlić historią świecką. Otóż
pewien filozof ,
by przyjacielowi [znajdującemu się] w bardzo trudnym położeniu dać
dowód swej wierności, poszedł za niego do więzienia, aż ten sporządzi
ostatnie dokumenty. Lecz tyran (był to Dionizjos Sycylijski, jak podaje
Valerius Maximus ),
zgodził się na wyjście z więzienia tego drugiego, pod tym warunkiem, że
zakładnik zostanie za niego ukarany, jeśli tamten nie wróci na czas
wyznaczony na wykonanie kary śmierci. Oto już nadszedł dzień, w którym
powinien być wykonany zgubny wyrok tyrana. Idą do więzienia, szukają
ofiary skazanej na śmierć i, ponieważ nie stawił się winowajca,
wyprowadzają na zabicie poręczyciela w miejsce bardzo zaufanego
przyjaciela. Myślicie tu, że on na widok oprawców przestraszył się?
Wcale nie. Myślicie, że żałował przyrzeczonej wierności? Wcale nie. Co
więcej, z całym spokojem szedł na niezawinioną kaźń nawet z zamiarem
podjęcia śmierci, gdyby ten drugi przeznaczony na śmierć, sporządziwszy
dokumenty, przyspieszając powrót, tyrana nie przepełnił podziwem dla
czynu bohaterskiego, przyjaciela radością, a siebie nie uwolnił przez
dar tak zażyłej przyjaźni.
Tak przesławny czyn wprawił w zdumienie starożytny świat. A mnie nie. Sławi on tę godną podziwu przyjaźń Damona i Phintiasa .
A ja nie. Dlaczego miałbym podziwiać to, że filozof za filozofa idzie
do więzienia, nie mając wątpliwości, że przez niego zostanie stamtąd
oswobodzony. Podziwiam bardziej i to w najwyższym stopniu podziwiam, że
Bóg zabiega o dobrowolne więzy dla dobra człowieka. Człowieka
grzesznego, niewdzięcznego, zhańbionego doszczętnie wszystkimi
występkami. I to takie więzy, z których nie miał być rozwiązany, w
żaden sposób oswobodzony, lecz miał być poprowadzony na śmierć i to
najhaniebniejszą i najokrutniejszą. Święty Cyryl
mówi: „Nakładają więzy Panu wszechświata, Który przyjął naszą naturę,
aby nas wyrwać z więzów grzechu i diabła”. O, niesłychane miłosierdzie!
O, niepojęta miłości Syna Bożego ku nędznym śmiertelnikom!
3. Jakże dokładnie wypełnił proroctwo Izajasza ten nasz Oswobodziciel, który o Swej niewoli tak przez niego powiedział:
„Duch Pański na mnie,
przeto że mię pomazał.
Posłał mię, abym oznajmił cichym,
abym leczył skruszonych sercem,
i opowiedział więźniom wyzwolenie,
a zamkniętym otwarcie” (Iz 61,1).
W
jaki sposób przepowiadał to wyzwolenie więźniów? Jak to On miał zawsze
w zwyczaju, bardziej czynami uczył, niż słowami. Gdy bowiem On sam
został pojmany, nam wówczas została dana możliwość wyrwania się z
niewoli diabelskiej. Gdy Jego zamknięto w ciemnym więzieniu u Kajfasza,
nam zezwolono na wyjście z więzienia piekielnego. Przez te straszne
więzy, które nałożono na Jego najświętsze ręce, my zostaliśmy uwolnieni
z więzów zarówno diabelskich i grzechowych. Przez ten najcięższy
łańcuch, którym dał Sobie obwiązać i skrępować Swoją boską szyję,
zerwał pęta wszystkich naszych złych czynów.
O, prawdziwie niebieski Mówca! O, rzeczywiście najmądrzejszy i Najświętszy Merkury!
Jak skutecznie przemówił za naszą wolnością Ten, który dla niej pozbył
się Swojej [wolności]! Nie [wynikiem] umowy kupna była ta obrona
oskarżonych, którą zostaliśmy odkupieni. Nie uległością [była]
wywołana ta pomoc, przez którą zostaliśmy uwolnieni z niewoli, [na jaką
zasłużyliśmy] czy to z powodu winy czy kary. Skoro tylko Swoje
najłaskawsze ręce dał Sobie związać nasz Obrońca, natychmiast
zniewolona ludzkość została uwolniona z pod władzy piekła. „Został
wydany z powodu występków naszych” (Rz 4,25) chętnie, z własnej woli, a
my odzyskaliśmy złotą, niebieską, wieczną wolność. Cały ten rozluźniony
ogrom wszystkich naszych grzechów uległ zniszczeniu, skoro Ten
niebiański Olbrzym dotarł do ziemi, by dać się skrępować.
Bardzo słusznie mówi św. Leon :
„Chociaż dzika zgraja popełniła to, co zamierzała i cieszyła się z
wykonania swej zbrodni, to jednak większa była moc Pojmanego, niż tych,
co Go pojmali. Ślepota Żydów niczego nie osiągnęła, oprócz swej zguby
przez swą niegodziwość. Chrystus zaś Swą cierpliwością to sprawił, że
wszystkich zbawił przez Swą mękę” (Mowa 6. o Męce Pańskiej). Oto
jakiego rodzaju [wielkiemu i trudnemu] dziełu w obronie naszej wolności [cierpliwie] stawił czoło Ten zesłany z nieba Mówca :
w tym czasie gdy był wiązany przez niegodziwców, ludzkość z piekła
wyprowadził na wolność, nikogo w przyszłości nie zostawiając z
przeznaczeniem na własność dla sług piekielnych, chyba że ktoś w swojej
głupocie sam chciałby tam powrócić. A że jeszcze śmiertelna ludzkość
jęczy w więzieniach wiecznej śmierci, nie jest to niedostatek więzów
Chrystusa, lecz dobrowolne przywiązanie potępieńców do tej śmierci,
którą sobie zadali.
4. Ale już przystąpmy do
samej sprawy, nie patrząc na nią z bliska, lecz dotykając jej niemal
rękoma. Gdy pod przewodnictwem Judasza do nieszczęsnego ogrodu wpadli
pretorianie i inni słudzy bardzo okrutnej Synagogi, nasz Wybawca,
„wiedząc o wszystkim, co nań przyjść miało, wyszedł i rzecze im: Kogo
szukacie?” Odpowiedzieli całą zgrają: „Jezusa Nazareńskiego”. Skoro zaś
odpowiedział: „Jam jest”, cofnęli się wstecz i padli na ziemię” (J
18,4-6). I to powtórzyło się jeszcze dwa razy.
Tu
mi ktoś z popędliwością zawoła: o, jakżeż znowu niepomyślnie idą nasze
sprawy! Przepadła wolność, ponieważ Ten, co rzucił na ziemię wrogów,
powalił ich słowem, musi za nią być związany. Ale niech nie lęka się
żadnego zła, kto pojmuje [zawartą tu] tajemnicę. Nasz Zbawiciel
przestrasza wrogów, rzuca ich na ziemię, by im pokazać Swą potęgę, a
nam odsłonić niezmierzoną miłość. Mógł ich tym Swoim boskim
wszechmocnym słowem strącić na samo dno piekła; ponieważ jednak
zechciał nas stamtąd wyrwać; podniósł ich powalonych, ożywił na nowo
prawie na wpół martwych; zupełnie bezsilnych wzmocnił, dając pozwolenie
targnięcia się na Niego, pojmania, i robienia z Nim a co miałaby ochotę
nikczemność i wroga dzikość. Św. Łukasz to właśnie swym świętym piórem
pięknie opisując, tak ukazuje Jezusa ponownie mówiącego do stojących
już wrogów: „Wyszliście jak na zabójcę z mieczami i kijami? Gdy
codziennie wśród was bywałem w świątyni, nie podnieśliście rąk na Mnie,
ale ta jest godzina wasza i moc ciemności” (Łk 22[,52-53]).
Bardzo
słuszny wyrzut robi nikczemnym sługom: że wyszli z zamiarem pojmania
jako złoczyńcę Tego, Który bez żadnego własnego przestępstwa postanowił
dać się związać za każdego przestępcę! Jedynie bowiem łotrzy i
złoczyńcy uciekają przed kajdankami, gdy tylko mogą; nie pozwalają się
schwytać; świadomi przestępstw, pewni kary, szukają kryjówek, osłaniają
się bronią, dopóki potrafią. Ten zaś każdemu dałby się schwytać, wlec,
maltretować. Ten, Który nigdy niczego złego się nie dopuścił, Którego
nikt nie ośmielił się obwiniać o grzech, za nasze jednak złe uczynki i
grzechy zechciał być pojmany, zechciał być związany, zechciał cierpieć,
zechciał umrzeć. Wiekuisty Rodzic, potwierdza tę najświętszą wolę
Wiekuistego Syna: „A Ten [.....] Go wydał” – jak Apostoł oznajmił
Rzymianom – „za nas wszystkich” (Rz 8,32) na skrępowanie, ukrzyżowanie,
zabicie.
Naprawdę,
ilekroć rozważam to dobrowolne uwięzienie Chrystusa Pana, to uważam, że
trzeba je postawić o wiele wyżej od również dobrowolnego uwięzienia
pewnego trojańskiego żołnierza. Eneasz miał dwóch towarzyszów walki
związanych ze sobą
ścisłym węzłem miłości, Nizosa i Euryalosa .
Ci pewnej nocy z oblężonego obozu przechodząc przez straże Rutulów do
swego wodza, zobaczyli, że naprzeciw nim idzie klinem szyk bojowy
wrogów, ale pod osłoną ciemności, rozdzieleni, wydostali się z
najzupełniej nieoczekiwanego niebezpieczeństwa. Pojmany został jednak
młodszy Euryalos. Teraz Nizos, współczując losowi kolegi, który był mu
droższy nad życie, będąc przekonany, że albo go wyrwie wrogom albo sam
zginie, wyskakuje z kryjówki i krzyczy: „Oto ja jestem, ja, który to
zrobiłem; we mnie, Rutulowie, obróćcie broń. Mój to był podstęp; on
niczego ani nie śmiał, ani nie mógł zrobić; wzywam na świadka to niebo
i gwiazdy o tym wiedzące” .
Nizos
obawiał się, co jednak się stało, że na Euryalosie zostanie pomszczona
rzeź dokonana wśród straży Rutulów będącej w głębokim śnie. Wierny więc
przyjaciel nieszczęście, które usiłuje odwrócić od swego serdecznego
kolegi, sam
chce wziąć na siebie i nader gwałtowną wściekłość rozjuszonego wroga
przenieść na swoje plecy.
Jest
to świetne świadectwo lub wymysł (bo opiewa o tym pełen patosu
najznakomitszy poeta rzymski) niewzruszonej miłości. Mimo wszystko
ustępuje [w cień], ponieważ nasz Rodak, tej samej co my natury,
wcielony Syn Boży, odważył się na większe i bardziej prawdziwe rzeczy.
Jak najchętniej, z całkowitym zdecydowaniem i męstwem naraził się dla
nas na pojmanie, okrutne skrępowanie, uprowadzenie na mękę. Ani wrogów
nie chciał wygubić, chociaż mógł, ani nas ocalić w inny sposób, jaki
był Mu łatwo dostępny, tylko przez Swe więzy. Dał więc sługom możność
porwania Siebie, abyśmy my wyrwali się z rąk piekielnych sług;
związania się, by porwały się nasze więzy; całe nasze przestępstwo
przeniósł na Siebie, jak gdyby nie Adam, nie nieszczęsne jego potomstwo
bardzo ciężko obraziło Boga; tak się oddał za nas [w ręce]
sprawiedliwości Bożej, Sam dobrowolnie stawszy się winnym, niczego nie
[będąc] winnym: „postawą
znaleziony jako człowiek” (Flp 2,7) ,
aby jako człowiek był za nas pojmany, męczony, skazany, chłostany,
zabity. „Mając przed Sobą wesele - jak to w podziwu godny sposób
zaznaczył Nauczyciel narodów - podjął krzyż” (Hbr 12[,2]). „Ucząc nas”
- co dorzucił Grzegorz
- „gardzić pomyślnością, obawiać się jej, nieszczęścia rzeczywiście
kochać i znosić”. To jest wolność dzieci Bożych wyzwolonych z niewoli
diabelskiej przez dobrowolną niewolę Chrystusową.
5.
Postępuję dalej na tej arenie niebieskiego Herkulesa. Już był pojmany,
już pojmanemu nakładano więzy, gdy Piotr, jak drugi Tezeusz ,
najgorętszy obrońca ukochanego Mistrza, pamiętając o przysiędze danej
przy uczcie, by słowa poprzeć czynami, dobywa z pochwy miecza z
zamiarem rozgromienia żelazem nieprzyjaciół. Napada więc pierwszego z
brzegu Malchusa (był to sługa kapłana), ucina ucho, które wzgardziło
boską nauką; powstrzymuje bezczelność pozostałych napastników.
Myślicie,
że Jezus Chrystus pochwalił tę obronę Siebie? Nawet jeszcze surowiej
spojrzał na jakby niestosownego obrońcę i powiedział: „Włóż miecz twój
do pochwy. Kielicha, który mi dał Ojciec, czyż go pić nie będę?” (J
18,11).
Gdy
słyszę, jak to mówi niebieski Król, przychodzi mi na myśl bohaterski
czyn bardzo dzielnego Króla Polski i Węgier, Władysława III
Jagiellończyka ,
jak najbardziej
odpowiedni dla naświetlenia czynu Pana. Otóż Władysław za radą i w
oparciu o autorytet Biskupa Rzymskiego, wobec którego posłuszeństwo
uważał za rzecz najświętszą, łamiąc układ pokojowy zawarty z Turkami,
ponownie wystąpił z wojną i wypowiedział ją łupieżcom Europy. Wiele
odebrał, nawet uwolnił całe królestwa, kilkakrotnie zwyciężył w bitwie.
Wreszcie sam sułtan, zebrawszy wszystkie siły całego Wschodu,
przeprawiwszy się przez morze na okrętach kupców chrześcijańskich, co
za wstyd! (powstrzymuję się od wskazania narodu), już w wąwozach
Kaukazu zatrzymał Władysława zmierzającego do Azji z pełnym zwycięstw
wojskiem. Tu zawzięta walka; wycięci nieprzyjaciele i wszyscy jeźdźcy
rzuceni do całkowicie bezładnej ucieczki; sułtana chroniła jedynie
piechota (był to wtedy kwiat armii tureckiej, tzw. janczarowie ,
wówczas już niezmiernie rozpowszechniony). Tych również Władysław
bardzo wielkodusznie zaatakował, będąc przekonany, że ich rozpędzi;
podczas gdy Jan Hunyady ,
hetman wojska węgierskiego, widząc najoczywistsze niebezpieczeństwo
zagrażające królowi, usilnie błagał go, by zawrócił do obozu. Ten,
lekceważąc śmierć w obronie
chrześcijańskiego ludu, wielkodusznie zawołał: „Haniebną jest rzeczą,
żeby ustępował wypowiadający wojnę; chętnie i dobrowolnie poświęcam
życie i krew dla obrony najświętszej wiary i ochrony moich królestw”.
To powiedział i w mężnym boju padł pośród pierwszych.
Wielka
tego króla pobożność i godna katalogu świętych. Wielkie umiłowanie
Węgier godne wiecznej pamięci. I jedno i drugie przypieczętował
chwalebną i prawie że dobrowolną śmiercią. Ale to jest jedynie cień w
porównaniu z Wiecznym Słońcem albo w przeciwstawieniu do Niego. Ten
bowiem powalonych na ziemię nieprzyjaciół podniósł; dał im możność
pojmania Go; nie pozwolił, by Piotr zmusił do ucieczki krępujących
więzami Jego święte ręce; dość ostrą naganą powstrzymał go, jak
atakował mieczem sługi; nie zechciał ustąpić w obliczu
niebezpieczeństwa i nie zezwolił na rzeź nieprzyjaciół; a ponieważ nic
nie mogli przeciw Niemu [uczynić] bez Jego zgody, chętnie zezwolił na
wywieranie każdego okrucieństwa, na jakie mieliby ochotę. Chciał być
całkowicie dobrowolnie pojmany, więziony, związany. I to wszystko z
powodu nas, chrześcijanie, z powodu nas.
Dlatego
zakończę z Pawłem: „Synowie najmilsi, [...] chodźcie w miłości, jak i
Chrystus umiłował nas i wydał samego siebie za nas jako obiatę i ofiarę
Bogu na wonność wdzięczności” ( Ef 5,2). Nie możemy naszemu Wybawcy
okazać większej i znamienitszej miłości niż to, że będziemy ustawicznie
i wiecznie pamiętać, iż Jego więzy były dobrowolne; iż Swoją niewolą
zniszczył naszą; iż Jego związanie nam przyniosło wieczną wolność.
A
więc ucałujmy w myśli, jeśli ustami nie możemy, te uświęcone powrozy,
które bardzo okrutnie krępowały Bóstwo złączone z człowieczeństwem; ze
łzami uczcijmy te najświętsze łańcuchy, które obarczały szyję
Najświętszego. Błagajmy wreszcie tak dobroczynnego Zbawiciela, by nie
pozwolił, aby więzy grzechowe zaciągnęły nas do piekła, lecz żeby nas z
wielką miłością uwolnionych [od grzechów] obdarzył w niebieskiej
Ojczyźnie najdoskonalszą, najpewniejszą, nigdy nie kończącą się
wolnością.
O, Któryś za mnie dobrowolne pojmanie, i za mnie związanie,
Zniósł! Tylko uwolnij mnie z moich więzów,
Nie być niewolnikiem żadnej rzeczy, z żadną nie być związanym;
Niewolnikiem tylko Twoim, Chryste, chcę być.
Św. Paulin (ok. 354-431), biskup Noli, Wstąpił na drogę kariery
państwowej. O prawdach wiary pouczył go św. Ambroży. Pojął za żonę
hiszpańską chrześcijankę, przyjął chrzest (r. 389), po którym swój
majątek przeznaczył na wspieranie ubogich i wykup niewolników. Po
śmierci syna oboje małżonkowie zdecydowali się na pełną
wstrzemięźliwość. W 314 roku wyświęcony na kapłana, a w 411
konsekrowany na biskupa. Pozostawił wiele listów i poezji.
Tak podaje św. Grzegorz Wielki, papież, jednak współczesna krytyka
uważa, że papież pomylił w tym wypadku św. Paulina z jego późniejszym
następcą, Paulinem III, który rzeczywiście został zabrany przez
Wandalów (r. 507) i uprowadzony do Afryki. Patrz: Zaleski Wincenty, Święci na każdy dzień, 1982, .336.
Św. Bernard z Clairveaux (1090-1153), doktor Kościoła, wielki czciciel Maryi, nazywany „kolumną Kościoła”.
Chodzi o Damona i Phintiasa. Patrz przypis następny.
W. Maksimus (Valerius Maximus), I w.p.e, pisarz rzymski w czasach Tyberiusza, któremu poświęcił swoją pracę Pamiętne powiedzenia i czyny
w 9 ks., stanowiącą zbiór ciekawych anegdot historycznych i opowiadań o
życiu religijnym i kulturalnym Rzymian i innych ludów. Przytoczone
opowiadanie znajduje się w ks. IV,4.7.
Damon i Phintias, filozofowie pitagorejscy z Syrakuz za czasów Dionizjosa Młodszego, sławni z łączącej ich przyjaźni.
Św. Cyryl, arcbp Aleksandrii (+ ok. 445), obrońca ortodoksji przeciw
błędnowiercom, uczestnik soboru powszechnego w Efezie (431), egzegeta,
płodny pisarz, Ojciec Kościoła.
Merkury mit. rz.
bóg handlu i zysku, opiekun związku kupców, utożsamiany z gr. Hermesem.
„Na placach publicznych, w sądach i zgromadzeniach ludowych czczono go
jako boga wymowy, bo ... umie drugich przekonać”.
Św. Leon Wielki (+461), papież, skłonił Atyllę, wodza Hunów, do
wycofania się spod murów Rzymu. Zwalcza pelagianizm, manicheizm i
pryscylianizm (w Hiszpanii), broni autorytetu Stolicy Piotrowej w
Rzymie wobec patriarchów wschodnich, występuje przeciw tendencjom
odśrodkowym episkopatów w płn. Afryce i w Galii. Jest doktorem Kościoła.
Actio, -nis; certamen, -nis, mają w języku greckim odpowiedniki: agon,
agonos; athlesis. -eos; athlos, -ou; w cerkiewnosłowiańskim zaś: podwig
– wielkie i trudne dzieło.
Por. Flp 1,30; Kol 2,1.
Euryalos, syn Ofellesa, towarzysz Eneasza. Razem z przyjacielem Nizosem
wyprawił się do obozu Rutulów. Młodzieńcy zabili wielu nieprzyjaciół,
zostali jednak rozpoznani i zginęli w nierównej walce. Por. Eneida, ks. IX, 176-458.
„Na mnie (tu stoję, sprawca!) obróćcie broń – woła –
Rutule! Mój to podstęp; on niewinny zgoła,
Gwiazd światłością się świadczę, co noc rozwesela”.
(Wergiliusz, Eneida, IX, 427-429; Wrocław 1950, tłum. Ks. Tadeusz Karyłowski TJ)
W sensie: „postawił się w sytuacji człowieka”.
Św. Grzegorz I Wielki, papież (ok. 540-604), doktor Kościoła. Pierwszy
jako papież nazwał się „Sługą sług Bożych”. Zreformował liturgię i
śpiew kościelny, który od jego imienia nazwano gregoriańskim. Troszczył
się o świętość duchowieństwa i dobrą administrację kościelną. Od
ariańskich Longobardów niszczących Italię uzyskał w latach 592, 598,
603 zawieszenie broni i pozyskał ich Kościołowi. Związał ze Stolicą
Apostolską w Rzymie Franków. Do Anglii wysłał wyprawę misyjną pod wodzą
św. Augustyna. Pisma jego wywarły wielki wpływ na chrześcijańską myśl
średniowieczną.
Tezeusz mit. gr.
bohater ateński, uwolnił Ateny od haniebnego haraczu dla Minotaura,
potwora o ludzkich kształtach i byczej głowie zamkniętego w labiryncie
na Krecie rządzonej przez króla Minosa, którego córka dała Tezeuszowi
kłębek nici, dzięki któremu po zabiciu Minotaura wyszedł on z
labiryntu. Jego przyjacielem był Pejritoos, który mu towarzyszył w
wielu wyprawach.
Władysław III Jagiellończyk (Warneńczyk), król Polski od 1434 i jednocześnie król węgierski od roku 1440.
Janczarowie, janczarzy, regularna, doborowa piechota turecka utworzona
ok. 1330; początkowo janczarów rekrutowano z młodych chrześc. brańców i
poddanych sułtana pochodzenia nietur. (zmuszanych do przyjęcia islamu),
od XVI w. także z Turków; w okresie największego znaczenia liczyli ok.
40 tys.; wychowywani w ślepym posłuszeństwie i fanatyzmie rel.; brali
udział w przewrotach pałacowych i z czasem stali się niebezpieczni dla
samych sułtanów (liczne bunty od XVII w.); uzbrojeniem janczarów były
łuki, później broń palna i szable, charakterystyczną cechą ubioru —
wysoka czapka z łyżką na czole i spadającą z tyłu falbaną; na pocz. XIX
w. sprzeciwili się reformie wojska na wzór eur.; ich bunt 1826 został
krwawo stłumiony przez Mahmuda II, a oddziały janczarów rozwiązano. W
Polsce w XVII i XVIII w. istniały nieliczne chorągwie janczarów,
których strój i uzbrojenie były wzorowane na tureckich.
Hunyady János (ok. 1385–1456), ojciec Macieja Korwina, węg. wódz i
polityk, szlachcic siedmiogrodzki; od 1441 wojewoda siedmiogrodzki;
zwycięskie walki Hunyadaja z Turkami (1442) rozwiały mit o
niezwyciężoności armii tur.; w bitwie pod Warną 1444 walczył u boku
króla pol. Władysława Warneńczyka; 1444–52, w okresie małoletniości
Władysława Pogrobowca, regent; 1456 pobił Turków pod Belgradem.
|