 |
ROZWAŻANIE III
BICZE GRZESZNIKA
„Piłat wziął Jezusa i ubiczował”
(J 19,1)
Pewnego
razu za pozwoleniem Boga „wyszedłszy szatan od oblicza Pana, zaraził
Joba”, człowieka tego tak bardzo sprawiedliwego i jak najszczęśliwszego
pod słońcem, „wrzodem bardzo złym od stopy nogi aż do wierzchu głowy
jego. A on ropę skorupą oskrobywał, siedząc na gnoju” (Hi 2,7-8). Kto
mógłby bez łez patrzeć na takie nieszczęście tego znakomitego męża tak
bardzo szlachetnego i świętego? Kto by się nie przejął litością na
widok tej obrzydliwej ropy płynącej z całego ciała? Wspaniale wywiązali
się wtedy ze swego obowiązku przyjaciele Hioba. Bo gdy przyszli go
odwiedzić, „krzyknąwszy zapłakali, a rozdarłszy swe szaty obsypali
prochem głowy swe rzucając pod niebo. I siedzieli z nim na ziemi siedem
dni i siedem nocy, a żaden do niego słowa nie mówił, bo widzieli, że
boleść była gwałtowna” (Hi 2,12-13).
Chrześcijanie!
Oto przed naszymi oczyma codziennie obserwuje się bardziej straszny
widok: o wiele okrutniej zraniony Syn Boży, Ten Pierwszy ze wszystkich
sprawiedliwych, Ten Król i Sprawca wszystkich świętych, Przywódca
wszystkich wybranych, Który zszedłszy z nieba, przywdział ciało
ludzkie, aby, przysłoniwszy w ten sposób majestat bóstwa, dać
wolniejszą rękę w znęcaniu się nad Nim okrucieństwu bardzo niegodziwych
ludzi, którzy byli narzędziami demonów. Spójrzcie na Niego jako
najpodlejszego z mężów” , mającego zranione całe ciało „od stopy nogi aż do wierzchołka głowy” ;
patrzcie i w tym czasie, gdy przedstawiam straszne Jego biczowanie,
szykujcie pobożne łzy na obmycie Jego ran, ponieważ biczami, jakimi był
siepany, stały się wasze i moje grzechy.
1.
Ach! Od czego zacznę? Albo, co tu wydobędę na jaw z niepojętej masakry
naszego Pana i Zbawiciela? Przytoczę tu na początku kilka słów bardzo
pobożnego patriarchy Wenecji, św. Wawrzyńca Justyniana ,
który mówi: Jezus „jest wiązany, chłostany, po całym ciele pocięty
biczami. Zdzierają skórę to z pleców, to z brzucha, to z ramion, to z
nóg: dodają rany do ran, uderzenia do dopiero co [zadanych] uderzeń”.
Swego
czasu wobec nalegania Żydów trybun kazał biczować i torturować św.
Pawła: „I gdy go związano rzemieniami, rzekł Paweł do stojącego przy
nim setnika: ‘Czy wolno wam obywatela rzymskiego i nie sądzonego
biczować?’ [...]
Natychmiast więc odstąpili od niego ci, co go męczyć mieli. Trybun też
zląkł się, skoro się dowiedział, że jest obywatelem Rzymskim” (Dz
22,25.29). Tak wysoko ocenili człowieka wpisanego w rejestry miasta
Rzymu. Syn Jednorodzony odwiecznego Pana i stwórcy wszechświata,
wszechmogący Władca nieba i każdego królestwa, ludzi i aniołów,
przywiązany do marmurowego słupa, przez kompletnie wykolejonych
pachołków demona jest bardzo okrutnie biczowany. Takiego i tak
wielkiego męża nie tylko w żałobnym szyku oskarżonych, ale i na
królewskim tronie, nigdy słońce nie widziało. Czym jest obywatel
rzymski porównany z Tym? Czym są książęta, królowie, cesarze wszystkich
pokoleń? Tylko cieniem i pyłem. A jednak, gdy najprawdziwszy własny i
naturalny Syn Boży został umieszczony pośród wielce nieludzkiej gromady
bardzo okrutnych sług, i poddany okropnemu biczowaniu, nie znalazł się
nikt, kto zawołałby: Hebrajczycy, co robicie? Czy wolno wam oddać katom
na torturowanie, na rozszarpywanie w godny opłakania sposób, obiecanego
wam Mesjasza, Którego powinniście byli przyjąć z wielką wdzięcznością i
otoczyć najwyższą czcią? Którego wasi patriarchowie wypraszali u Jego
niebieskiego Ojca w najgorętszych modlitwach, Którego przyjście
przepowiadali pełni wiary prorocy, Którego pełni świętości królowie
ogromnie pragnęli zobaczyć. Jego, Który został zesłany z nieba dla
waszego zbawienia, pouczenia, pocieszenia, chwały, wyście tak
niemiłosiernie, hardo, niewdzięcznie odtrącili, że radujecie się, gdy
bardzo ostrymi biczami z niesłychanym okrucieństwem po całym ciele jest
chłostany, rozszarpywany, maltretowany jak najbardziej występny
złoczyńca?
Ach!
Czy wolno wam biczować Syna Bożego? Nikt tych słów nie powiedział, gdy
przy słupie cierpiał najlitościwszy nasz Zbawiciel; z trudnością można
było kogoś znaleźć, kto by Mu współczuł, a zupełnie nikogo, kto by
zapłakał. Co więcej,
wszyscy obecni zajęci tak strasznym widowiskiem, do tego stopnia mieli
rozweselone twarze, jakby chcieli zaświadczyć, że Jego rany szczególnie
ich orzeźwiają. Sam biczowany Jezus, przepowiadając to przez króla
proroka, mówił:
„I weselili się przeciwko mnie,
i schadzali się” (Ps 34, 15).
I bez wątpienia krzyczeli:
„Ha, ha! [...] Pożarliśmy go!” (Ps 34,25)
Podczas
gdy naród wybrany ma bezlitosną rozrywkę w okrutnym i przyprawiającym
niemal o śmierć biczowaniu Chrystusa Pana, to przynajmniej my, przyjęci
do Jego rodziny, ubolewajmy nad tak nieszczęsną Jego chłostą i ze
świętym biskupem Hippony
westchnijmy: „Panie Jezu, gdy widzę Cię biczowanego, nie chcę być bez
biczów”. Jest pociechą dla nieszczęśliwych - mieć sprzymierzeńców
nieszczęścia. Ilekroć Cię widzę ociekającego krwią, chciałbym wylać
ocean łez; gdy Cię widzę od góry do dołu poranionego, w jak największym
uniżeniu, ofiaruję Ci wszystkie ciosy mych utrapień, nieszczęść,
cierpień, strapień, udręk, pokus, zniesławień, krzywd, i wszelkich
przeciwności, przykrości, goryczy, umartwień, a także ukłucia
wszystkich trosk, starań, niepokojów, wszystkie rany mojego ducha i
serca. Chcę być na zawsze przywiązany z Tobą do słupa: jeśli zwiążesz
mnie ze Sobą przez miłość, któż mnie od Ciebie oderwie? Jeśli mnie
połączysz ze Sobą przez miłosierdzie, któż mnie od ciebie odłączy?
Niech przylgnie dusza moja do Ciebie, niech mnie przyjmie najłaskawsza
prawica Twoja .
Niech przylgnie do swej Głowy nawet najlichszy członek, i niech
współcierpi z całym cierpiącym świętym ciałem tak drobna ząsteczka.
2.
Przyjrzyjmy się następnie okrutnym narzędziom tak niesłychanych tortur
i odrażającemu sposobowi biczowania. Św. Wincenty Ferreriusz ,
nadzwyczajna pochodnia Dominikańskiej Rodziny, podaje: „Najpierw
Chrystusa biczowali cierniami i kolczastymi krzewami, zaraz potem
ostrymi biczami, wreszcie też łańcuchami, które na końcach miały
przymocowane żelazne haczyki. A więc, biczowano cierniami okrutnie,
biczami okrutniej, łańcuchami najokrutniej”.
Lanspergiusz ,
bardzo pobożny pisarz, rozważając to straszne biczowanie, mówi: „Gdy
już przywiązano Pana do słupa, podeszło sześciu silnych mężczyzn
biczować Chrystusa; i biczami, rózgami, skorpionami, na których były
żelazne haczyki, biczowano Go”.
Takie
więc narzędzia były użyte do rozszarpywania najświętszego boskiego
ciała; taki sposób nader okrutnego biczowania zauważali święci podczas
pobożnej kontemplacji. Najpierw tedy to Ukochanie nieba i ziemi, Ten
najukochańszy Syna Jednorodzonego Ojca Niebieskiego i Niepokalanej
Matki był bity przez dwóch liktorów rózgami, i to, jeśli oprzemy się na
św. Wincentym, kolczastymi, dalej tyluż biło Go ostrymi biczami
zakończonymi żelaznymi kulkami, wreszcie zaostrzonymi łańcuchami albo
skorpionami zakończonymi haczykami.
Swego
czasu niemądry Roboam, potomek najmądrzejszego Króla, odpowiedział
podobno ludziom domagającym się zmniejszenia nakładanych na nich
ciężarów: „Ojciec mój chłostał was biczami, a ja was chłostać będę
basałykami” (1Krl 12,14). Do tego stopnia nie spodobała się uczciwym
Izraelitom odpowiedź niezbyt roztropnego władcy, że całe pokolenie
odpadło do Jeroboama i na zawsze wzgardziło domem Dawida (por. 1Kr
12,16-18). O bezbożni! Biczów Roboama jeszcze nie zadanych ich plecom,
tylko zamierzonych, nie mogli znieść. A teraz prawdziwego Syna Bożego,
królewskiego potomka Dawida według ciała, więcej niż z dziką
zajadłością maltretują! Gdzie naturalne przykazanie miłowania
bliźniego: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe?
Ale
zostawmy sprawców tak niesłychanej dzikości. Przyjrzyjmy się raczej
wytrwałości, z jaką ją znosił najbardziej niewinny i najświętszy Pan.
Zmieniali się kaci, ale nie On. Brakło sił siepaczom, Jego siły
wzmacniały się. Stał bardziej niewzruszony niż Jego słup. Radosny, a
ponadto pogodny rzeczywiście rozważał w duchu słowa Proroka:
„Bo ja na bicze gotów jestem” (Ps 37,18).
O, co za niezłomna moc ducha! O, co za nieopisany zapał i gotowość na cierpienia za nas!
Naoczni
świadkowie wspominają, że pośród prostego narodu tureckiego można
spotkać tak zagorzałych pochlebców, którzy na cześć przechodzącego
cesarza nacinają swe ciało, twarz, niekiedy piersi, albo poważnie ranią
ręce; jednak wkrótce po zalaniu otwartych ran jakimś płynem zupełnie
wracają do zdrowia. Zwabieni nawet bardzo małą ilością pieniędzy,
rozrzutnie szafują swą krwią. Potępiam okrucieństwo w stosunku do
własnego ciała powodowane chciwością, potępiam [powodowane chęcią]
schlebiania komuś. Rany Chrystusa Pana, mego biczowanego Cesarza,
gorąco całuję, bo są dla mnie zbawienne. Udręki otaczam miłością, bo są
podjęte dla mego życia, dla mego honoru, dla mojej wiecznej chwały.
3.
Właściwie niczego nie powiedziałem, gdy powiedziałem, że Chrystus za
każdego z nas był biczowany. Samymi tymi biczami, którymi najczystsze i
najświętsze Jego ciało było rozszarpywane (przed czym każdy się wzdryga
i co słusznie opłakuje), co było, jeśli nie nasze grzechy? O tym Sam
przez usta Dawida tak kiedyś mówił: „Zgromadzono na mnie bicze, a nie
wiedziałem” (Ps 34,15). Św. Anzelm, arcybiskup Canterbury ,
wytrawny i dociekliwy badacz Pisma Świętego, roztrząsając i objaśniając
te słowa, powiedział: „Trzask szalejących uderzeń Pan słyszał, ale nie
wiedział o biczach, które Go dotykały”.
Jak
to nie wiedział? Chrystusowi, Który jest wieczną mądrością, przypisywać
niewiedzę o czymś, byłoby, uważam, pochopne i bardzo błędne. Wiedział
On doskonale, przez kogo i jakimi narzędziami był chłostany. Więcej,
jako prawdziwy Bóg od wieków dobrze wiedział o Swoich biczach.
Rzeczywiście tak był niewinny, tak nie zasłużył na uderzenia biczem, że
przez Dawida słusznie powiedział jak to my mówimy: „Zgromadzono na mnie
bicze, a nie wiedziałem”; tak jak by powiedział: Nie poczuwam się do
żadnej winy, żadnej najmniejszej niedoskonałości, nie wiem o żadnym
najmniejszym własnym uchybieniu, za które tak surowo jestem chłostany.
Kto więc nam powie to, o czym On, który wszystko zna, twierdzi, że nie
wie?
Powie
Sam Ojciec niebieski przez Izajasza: „Dla złości ludu mego ubiłem Go”
(Iz 53,8). Krótko mówiąc, „zraniony został” Syn Boży „za nieprawości
nasze, starty został za złości nasze; kaźń pokoju naszego na nim, a
sinością Jego jesteśmy
uzdrowieni” (Iz 53[,5]). Niech więc każdy z osobna przyzna, że jego
grzechami Chrystus Pan został biczowany. I jednocześnie niech je
koniecznie opłakuje, i opłakuje bardzo gorzko, i opłakuje tak długo,
dopóki śmierć nie pozbawi go oczu już więcej niepotrzebnych. Niech do
krwi Pana doleje łez, aby i prawdziwą miłość do Niego wyznać, i
szybciej otrzymać odpuszczenie grzechów. Przytoczę tu słowa św.
Augustyna: „Aby ten co sam zasłużył na karę, przez Jego
zadośćuczynienie zasłużył sobie na przebaczenie; i aby ten, którego za
winy czekało piekło, teraz przy takim Wodzu miał nadzieję być na nowo
powołanym do Ojczyzny. [...] Jakie bowiem człowiek popełnił zło,
którego by Syn Boży, stawszy się człowiekiem, nie odkupił?”
(Rozmyślanie 8).
4.
Chciałbym już zakończyć, ale mnie też przywiązanego, powstrzymuje
kontemplacja przywiązanego do słupa mego Pana. Wybaczcie więc, jeśli
dłużej się zatrzymam nad rozważaniem tego strasznego biczowania i
okażcie mi dobrą swoją wolę w dalszym jego wyjaśnianiu.
Naród
żydowski po wyjściu z Egiptu na pustyni dręczyło bardzo dokuczliwe
pragnienie. Nie można było tam znaleźć żadnego źródła. Nie było ani
bieżącej, ani stojącej wody, którą można by zrosić spieczone i na wpół
martwe usta.
Zewsząd dokoła wszystko zajmowały skały i kamienie. Bóg więc zlitował
się nad tym aczkolwiek przewrotnym i buntowniczym narodem i polecił
wodzom, Mojżeszowi i Aaronowi, wydobyć wodę ze skał, mówiąc: „Mówcie do
skały [.....], a ona da wodę” (Lb 20,8). A więc Mojżesz, ośmieliwszy
się na wiele, bardzo odważnie „uderzył w skałę i wypłynęły wody i
strumienie wezbrały” (Ps 77,20).
Zwróćmy
się teraz do Chrystusa. Błogosławionej rosy od Niego dopominało się
prawie nieustannymi modlitwami i jękami w ciągu tylu wieków tyle
pragnących dusz sprawiedliwych w otchłani. I chociaż Ojciec wiekuisty
mógł na
różne sposoby to pragnienie ukoić i ugasić, to jednak, chcąc dać dowód
znakomitszej miłości, „uderzył w skałę i popłynęły wody, a Skałą był
Chrystus” (1Kor 10,4). Czyż ja śnię, że z tej Skały popłynęły wody?
Krew, krew tak obfita wytrysnęła, że święty ojciec Grzegorz z Nazjanzu
nie wahał się jej obfitości porównać do czterech rzek raju, mówiąc:
„Płynęła krew i z tego Raju wypływały rzeki niebiańskiej krwi” .
Następnie miodopłynny Doktor
tę krew Chrystusa zamienił na oliwę, która jest symbolem miłosierdzia,
aby pokazać, że ona wypłynęła z bezgranicznej Miłości jako przebłaganie
za nasze grzechy. Św. Bernard tak woła do wrogów zupełnie niewinnego
Zbawiciela: „O Żydzi! Jesteście kamieniami, ale uderzacie w kamień
delikatniejszy, z którego wydobywa się dźwięk zmiłowania i tryska olej
miłosierdzia”. Tak właśnie wielkie jest miłosierdzie Syna Bożego wobec
nas nieszczęśliwych, że, byśmy my nie byli jak najsłuszniej biczowani
za nasze występki, On sam za nie tak gorąco, tak łaskawie, tak
miłosiernie zechciał być absolutnie niesłusznie biczowany, że ta
najświętsza krew, która jak rzeki wypływała z poszarpanego ciała,
przemieniła się w oliwę miłosierdzia, która powinna być uznana za
najodpowiedniejszą na leczenie ran naszych dusz.
Jezus
przywiązany do marmurowego słupa za każdy grzech każdego grzesznika
strasznie biczowany cały był zalany czerwoną cieczą, aby każdy z
grzeszników „ssał miód z opoki, a oliwę z najtwardszej Skały” (Pwt
32,13). Bardzo gorzkie właśnie biczowanie naszego Pana przemieniło się
dla nas w najsłodszy miód i najświętsza krew stała się podobna do oliwy
miłosierdzia.
By
to jaśniej wam przedstawić, uciekam się do trzech cudownych źródeł,
które do dziś znajdują się we wspaniale wybudowanym kościele św. Pawła
za murami Rzymu .
Gdy próbowałem wodę z pierwszego z nich, miała smak krwi, z drugiego -
mleka, z trzeciego - smak własny. Historia święta poświadcza, że ścięta
w tym miejscu głowa księcia Kościoła, upadłszy na ziemię, trzy razy
podskoczyła. I natychmiast wytrysnęły trzy źródła: krwi, mleka i bardzo
czystej smacznej wody. Kolor ich jest obecnie taki sam, jednak smak –
jak powiedziałem, że z całą pewnością to zauważyłem – zupełnie różny. I
jest w tym wielka tajemnica: bo źródło krwi oznacza pełną zapału
gorliwość tego apostoła w przepowiadaniu, kochaniu i wyznawaniu
Chrystusa aż do [przelania] krwi, według tej wypowiedzi Chrystusa o
nim: „On mi jest naczyniem wybranym, aby niósł imię moje przed pogan i
królów i synów izraelskich. Gdyż ja mu pokażę, jak wiele trzeba mu
wycierpieć dla imienia mego” (Dz 9,15-16). A ile? Posłuchajcie samego
Apostoła jak to wszystko wyliczając, uzasadnia, że jest sługą Chrystusa
bardziej od innych wystawianym na próbę: „W pracach bardzo licznych, w
więzieniach częściej, a chłostach nad miarę, w niebezpieczeństwach
śmierci częstokroć [...], często w podróżach, w niebezpieczeństwach na
rzekach, w niebezpieczeństwach od rozbójników, w niebezpieczeństwach od
rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, niebezpieczeństwach w mieście,
w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w
niebezpieczeństwach wśród fałszywych braci; w pracy i mozole, w częstym
niespaniu, w głodzie i pragnieniu, w postach częstych, w zimnie i
nagości. Oprócz tego co jest ponadto: codzienne naleganie na mnie,
troska o wszystkie Kościoły” (2Kor 11,23-28). I w końcu kark
podstawiony pod miecz. Takie są właściwości źródła krwi.
Z
mlecznym [źródłem] kojarzy się macierzyńska czułość, z jaką rodził
dzieci Chrystusowi i wychowywał z tak zadziwiającym wdziękiem, że, dla
wszystkich stawszy się wszystkim, cały wydawał się być mlekiem. I sam
nie wypierał się tego, tak tłumacząc swoim Koryntianom: „Dałem wam
mleko na napój, jak dla malutkich w Chrystusie” (1Kor 3,1-2), którym
potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego.
Trzecie
źródło oznacza wodę zbawczej mądrości, którą ten Nauczyciel pogan
podaje wszystkim, stwierdzając: „Opowiadamy mądrość [...] między
doskonałymi; lecz mądrość nie tego świata, ani książąt tego świata,
którzy giną. Ale opowiadamy mądrość Bożą w tajemnicy, która zakryta
jest, którą Bóg przeznaczył przed wiekami ku chwale naszej” (1Kor
2[,6-7]).
A
więc, jak tajemnicze źródła Pawłowe mające kolor wody przypominają
różny smak: krwi, mleka i czystej wody, tak i rzeki wytryskujące bardzo
obficie ze zranionego ciała biczowanego Chrystusa Pana i Zbawiciela
naszego, chociaż są
postrzegane jako czerwone, mają jednak moc i skuteczność miodu i oliwy.
Miodu delikatnej życzliwości do grzeszników, których zbawienia i
nawrócenia wszystkich pragnie Odkupiciel wszystkich. Oliwy
miłosierdzia, przez które umarza nasze winy i odpuszcza nam w wielkim
miłosierdziu kary doczesne i wieczne ze względu na krew wylaną za nas
przy słupie: „by wysysał”, nawet każdy największy przestępca, „miód z
opoki i oliwę z najtwardszej Skały” (Pwt 32,13).
5.
Na pewno to miał na myśli pokutujący Król, gdy mówił: „Wiele jest
biczów na grzesznika, a mającego nadzieję w Panu miłosierdzie ogarnie”
(Ps 31,10). Na ileż to biczów zasługują pyszni, zachłanni, rozpustni,
okrutni, zabójcy, cudzołożnicy, grabieżcy, pijacy, występni, zawistni,
krzywoprzysięzcy, bluźniercy, bezbożnicy, świętokradcy, i inni
przestępcy godni swego miana?
Wszystko to
Sam jeden zupełnie niewinny Syn Boży przywiązany do słupa nie tak
więzami żelaznymi jak sznurami miłości cierpliwie zniósł na Swoim
ciele: abyśmy dostąpili miłosierdzia pokładając bez zuchwałości całą
naszą ufność w tym Jego najokrutniejszym, ale jednocześnie z pełną
miłością podjętym biczowaniu.
Przygnieciony
brzemieniem ogromnych przestępstw obawiasz się, kimkolwiek byś był,
przepaści piekła i jego strasznych kar, niepojętych, niekończących się?
Wzdychaj, uciekaj się, spiesz w prawdziwej pokucie do biczów
Zbawiciela: „Mającego nadzieję w Panu, miłosierdzie ogarnie” (Ps
31,10), aby sprawiedliwość [go] nie ukarała.
Obawiasz
się i ty, który masz wrażliwsze sumienie, ale nie jesteś wolny od
popełnionych [grzechów] lub opuszczonych [dobrych uczynków], za co
musisz kiedyś być posłany do oczyszczającego więzienia? Uciekaj się do
biczowanego Jezusa: „Mającego nadzieję” w nim, „miłosierdzie ogarnie”.
Bo, jak uważa św. Augustyn, „jeśli sprawiedliwy Ojciec niebieski
odwraca wzrok od ciebie, jak to słusznym jest, dla twojej nieprawości,
to przynajmniej miłosierny wejrzy na ciebie dla miłości, jaką ma ku
swemu umiłowanemu Synowi” (Rozm. 8).
Może
przypadkiem jest jeszcze ktoś, kto już tu miłosiernie jest biczowany
przez Boga czasowo, również i on niech upadnie przed biczowanym
Jezusem, by nie być biczowanym na wieki. A On albo cofnie Jego bicze,
albo złagodzi, albo niebieską słodyczą tak uprzyjemni, że w pośród nich
w pełni szczęśliwym głosem będzie śpiewał jedynie najsłodsze pochwały
wszechmocnemu Bogu.
O Jezu! Jak Twoich ran policzyć nie umiem,
Tak i policzyć ran duszy mojej!
Lecz to wiem: dla uleczenia tych, tamte, więcej niż pewne,
Wystarczą; więc proszę o to, co wiem.
Iz 53,2.
Hi 2,7.
Św. Wawrzyniec Justynian (1381-1455), pierwszy patriarcha Wenecji.
Pozostawił po sobie 15 dzieł z zakresu ascetyki i duszpasterstwa. Jedno
z nich to De triumphali agone mediatoris Christi, skąd nasz Autor zaczerpnął cytat.
Mowa o św. Augustynie.
Por. Ps 62,9.
Św. Wincenty Ferreriusz (1350-1419), urodzony w Hiszpanii, mając 17 lat
wstąpił do zakonu dominikanów. Po otrzymaniu święceń kapłańskich (1375)
był niestrudzonym kaznodzieją Europy Zachodniej. Przytoczony przez
naszego Autora cytat pochodzi kazania na Wielki Piątek: In die
Parasceve – Sermo unicus. Jest to nie dosłowny cytat, lecz tylko swoimi
słowami podane streszczenie.
Lansperger (Lanspergio), Johann (Justus von Landsberg) +1539, mnich kartuzjański, pisarz kościelny.
Św. Anzelm (1033-1109), arcybiskup Canterbury (Anglia), benedyktyn,
doktor Kościoła. Bogata jego twórczość literacka obejmuje
najistotniejsze zagadnienia filozofii chrześcijańskiej i teologii.
Filozofia jego była bardzo ściśle związana z teologią; w myśl zasady fides quaerens intellectum
starał się przy pomocy spekulacji metafizycznej wyjaśnić prawdy wiary i
uczynić je zrozumiałymi. Głosił pierwszeństwo wiary przed rozumem (credo, ut intelligam), co oznaczało, że prawda religijna stanowi punkt wyjścia metafizycznych dociekań człowieka.
Św. Grzegorz z Nazjanzu (+389/390), patriarcha Konstantynopola, ojciec
i doktor Kościoła, poeta i mówca zwany chrześcijańskim Demostenesem.
Pozostawił dzieła objętościowo skromne, jednak doskonałością formy i
stylu przewyższają ówczesną literaturę chrześcijańską; składają się z
mów, listów i poezji.
Istnieje też przypisywany św. Grzegorzowi jedyny dramat chrześcijański, tragedia Christos paschon,
PG 38,133-338. Szymusiak uważa ją za autentyczną. I chyba z niej nasz
Autor w niedosłownym cytacie wziął obraz czterech rzek krwi płynącej z
Raju. Por. Św. Grzegorz z Nazjanzu, Chrystus cierpiący, Kraków
1995, wiersze 1080-1094 na s. 82-83 i wiersze 1216-1226 na s. 90. I
wolno przypuszczać, że tytuł tych pasyjnych rozważań nasz Autor też
zapożyczył od św. Grzegorza.
Mowa o św. Bernardzie z Clairveaux.
W rzeczywistości te trzy źródła nie znajdują się w kościele (tj. bazylice) św. Pawła za murami, lecz ok. 2.5 kilometra dalej.
|