 |
ROZWAŻANIE IV
CIERNIOWA KORONA
„Uplótłszy cierniową koronę, włożyli Mu na głowę”
(Mk 15[,17])
Ci, którzy uczestniczyli kiedyś w wielce pomyślnej inauguracji Miłościwie nam Panującego [króla] ,
wiele mogą opowiedzieć jak koronacja królów jest pełna chwały, nie
tylko uroczysta. Widzieliśmy ubranego w złocisty płaszcz, uwieńczonego
koroną połyskującą drogimi kamieniami i wyróżniającego się władczym
berłem wręczonym w prawicę. Widzieliśmy Orła Sarmatów i miecz niesiony
przed nim oraz widzieliśmy jak zewsząd był otoczony godnym podziwu
przepychem. Radość przyglądających się dostojników i skaczącego z
radości tłumu była tak wielka, że, nie mogąc jej utrzymać zamkniętą w
klatce piersiowej, w bardzo głośnych okrzykach nieskończoną ilość razy
wybuchali: Niech żyje król! Niech żyje! Niech żyje!
Ale
przez krótką chwilę daną nam na to przez Bożą Opatrzność rozważmy
koronację nieśmiertelnego Króla, która przed przeszło 1630 laty miała
miejsce w królewskiej stolicy Judei. Ach! Jakim zasobem słów, jakim
dostojeństwem stylu [mówienia] wam ją przedstawię? Na jej widok z
ogromu zdumienia i jednocześnie bólu głos, a nawet życie, powinno by
się całkiem urwać. Przykładając jednak w miarę możności chociaż bardzo
słabe siły, ujarzmiwszy ból w ramach milczącej p obożności, będę
usiłował tkać rozpoczęty wątek kazania z pobożnością i pilnością na
jaką mnie stać. Całą winę za ten straszliwy widok, najhaniebniejszą
wspaniałość i bardzo srogie męki naszego Króla, zrzucę na nasze grzechy.
1.
Gdy już Ten Książe pokoju, Chrystus Pan, najokrutniej został biczowany
i gdy jeszcze nie nasyciła się wściekłość rabinów, „żołnierze [...]
zaprowadzili Go na dziedziniec pretorium i zwołali całą rotę. I
przyoblekli Go w purpurę, i uplótłszy cierniową koronę, włożyli Mu na
głowę” itd. (Mk 15,16-17).
Bardzo dobrze pamiętacie, jakie powody skargi przeciw Jezusowi wysunęli zwierzchnicy Synagogi przed wielce nikczemnym pretorem Piłatem .
Mówili: „Tego znaleźliśmy podburzającego nasz naród, i zakazującego
dawać podatki cesarzowi, i mówiącemu, że On jest Chrystusem Królem” (Łk
23,2). I tak, aby Mu okazać większą pogardę, czcili [Go] szyderczo jako
owego króla wprawdzie okrytego królewską purpurą, lecz wytartą i
porwaną, wyróżniającego się królewską koroną, lecz sporządzoną z
cierni, berłem królewskim, lecz z trzciny, i pozdrawiali: „Witaj, Królu
żydowski” (Mk 15,18).
I które serce
chrześcijańskie twardsze od diamentu, nie wzruszy się tak smutną,
gorzką, straszną, i haniebną koronacją Pana panujących? Które oczy są
tak wyschnięte, którym to ogromnie smutne i straszne widowisko nie
wyciśnie przynajmniej tyle kropel łez, ile widzą krwawych kropel
wypływających ze skrwawionej głowy i oblicza Zbawiciela? Która dusza
jest tak okrutna i nieludzka, której nie zmiękczy taka zniewaga i
zranienie do krwi (ach! jakże wielkie!) Człowieka - Boga?
2.
Jeśli na tę Jago purpurę więcej niż na pozostałe oznaki szyderstwa i
okrucieństwa spojrzymy z podziwem nie tyle z ciekawości, ale z
pobożności, jeśli obejmiemy ją nie tyle oczyma cielesnymi, lecz oczyma
pobożnego serca, czy nie spostrzeżemy wtedy, że rozchodzą się od niej
promienie nie tylko sromoty, ale nawet pogardy na wygląd jeszcze
piękniejszy niż synów ludzkich.
Kiedyś
Izraelita Mardocheusz w królewskim mieście Suzie z rozkazu króla
Aswerusa ubrany przez Hamana, naczelnego księcia, w szatę królewską;
odznaczający się królewską koroną, posadzony na konia był obwożony z
wielkimi honorami po wszystkich rozstajnych drogach miasta; wszystek
lud wpatrzony był wówczas we wspaniały przepych tak radosnego
widowiska, Haman zaś zamiast herolda niechętnym głosem wołał: „Tej czci
godzien jest ten, którego król będzie chciał uczcić” (Est 6,11).
Taki
wielki zaszczyt został przyznany i okazany Mardocheuszowi w nagrodę za
wykrycie zamachu, jaki na króla uknuli dwaj eunuchowie (Est 2,21-23). O
ileż większe dobrodziejstwa my wszyscy wraz z bezbożną Synagogą
Żydowską otrzymaliśmy od Syna Bożego wspanialszego, znakomitszego od
wszystkich królów! A jakiej czci od nas doznał? „Oblókł się w szaty
pomsty, a odział się jak płaszczem żarliwości” – jak podaje Izajasz (Iz
59,17). Przestępstwa jakie my popełniliśmy Ojciec Niebieski mści na
Swoim Synu; kary, na jakie zasłużyliśmy, wymierzane są Jemu; gniew,
który my powinniśmy znieść, wylewa się na Niego.
Józef Flawiusz ,
żydowski Liwiusz, w czwartej księdze Starożytności, wspomina o tym, że
jakiś król fenicki dla przebłagania bogów „dał na ofiarę syna odzianego
w purpurę”.
Św. Hieronim, „wskazując na
wyjątkowość ofiary”, mówi o naszym Zbawicielu, że „ukazany został
ludowi w purpurowej szacie”. W czymże jest wyjątkowość tej ofiary? On
właśnie Sam jako Podstawowa Ofiara i Twórca ofiar, Sprawca kapłaństwa i
Najwyższy Kapłan jest przeznaczony na ofiarę. Musiał być ułagodzony
najbardziej uzasadniony gniew Boga, słusznie rozgniewanego na
nieprawość ludzką. A kto może godnie ułagodzić Boga, jeśli nie sam Bóg?
A więc bardzo zagniewany Ojciec Niebieski, dla zadośćuczynienia Sobie,
„dał na ofiarę Syna odzianego w purpurę”, Który Sam tego chciał i Który
Sam się dobrowolnie na to ofiarował. „Oblókł się ” itd.
3.
Przytłoczył mnie bezmiar tak wielkiej łaski: nie mogę, nie mogę pojąć
tak wielkiej miłości. Posuwam się więc dalej: przechodzę od purpury do
korony niebieskiego Cesarza. Do korony, powiadam, lichej i jednocześnie
okrutnej. Lichej, bo cierniowa; okrutnej, bo ostra i strasznie na głowę
wbita i wciśnięta.
Jakaś z jerozolimskich panien młodych zapraszała kiedyś dziewczęta do oglądania koronacji Salomona, mówiąc:
„Wynijdźcie, córki jerozolimskie,
i oglądajcie, córki Syjońskie,
króla Salomona w koronie,
którą go ukoronowała matka jego
w dzień zrękowin jego
i w dzień wesela serca jego” (Pnp 3,11).
Tu jest Ktoś większy niż Salomon, na Którego koronację zaprasza nas Izydor , mówiąc: „Wyjdźcie zobaczyć [.....] cierniową koronę, którą włożyła Chrystusowi na głowę Synagoga” (O męce, r.30).
Obaj
są koronowani w Jerozolimie: i Salomon i Chrystus; lecz tamten
uwieńczony koroną ze złota i jaśniejących kamieni, Ten przerażającą
koroną z cierniowych kolców; tamten dla chwały, Ten dla zniewagi;
tamten przez ukochaną matkę, Ten przez jak najgorszą macochę Synagogę;
tamten w dniu zaślubin, Ten w dniu zabójstwa; tamten w radości serca,
Ten w wielkim zasmuceniu ducha.
Ach! Kto
wyjdzie oglądać tak smutne widowisko, tak żałosny i opłakany przepych.
A jednak trzeba wyjść. Dlaczego? Abyśmy rozpoznali niebieskiego
Salomona ukoronowanego naszymi grzechami. Jak to może się stać? Jest
dla nas oczywiście jasne, że jedno i to samo było pochodzenie cierni i
grzechów. Dlaczego Bóg przeklął ziemię, aby rodziła ciernie i osty,
jeśli nie dlatego, że został bardzo ciężko obrażony tym grzechem pychy
i buntu przez wspólnego naszego ojca Adama, a w Adamie przez nas
wszystkich? Pychy, bo chcieliśmy być Bogami znającymi dobro i zło.
Buntu, bo bardzo bezczelnie przekroczyliśmy przykazanie najświętszego i
najlepszego naszego Stworzyciela dotyczące nie jedzenia śmiercionośnego
owocu z drzewa zakazanego.
Grzech
pierworodny jest karany przez zasiane w ziemi ciernie; ale Chrystusowi
za ten grzech jest pleciona cierniowa korona; nie doszłoby do tak
haniebnej i okrutnej koronacji, gdyby nasz grzech nie zasiał w ziemię
cierni; on był sprawcą bardzo odrażającej koronacji. Dlatego słusznie i
z wielką pobożnością, ubolewając, mówi Bazyli Wielki
: „Róża jest piękna, lecz mnie napawa smutkiem. Ilekroć bowiem oglądam
ten kwiat, tylekroć przychodzi mi na myśl mój grzech, z powodu którego
ziemia skazana została na rodzenie cierni i ostów”.
A przecież nie tylko ten grzech pierworodny, ale i inne grzechy śmiertelników są cierniami. Złotousty Biskup
wspominając to krótko, mówi bardzo słusznie: „Każdy grzesznik jest jak
jeż pełen kolców”. Ponieważ więc wszyscy nie jesteśmy bez grzechu,
jesteśmy takimi jeżami, my, raniąc i tocząc krew, nacisnęliśmy
bezlitośnie ciernie na świętą i boską głowę Chrystusa. A On ten
niespotykany rodzaj tortur tak mężnie i pogodnie z wielkiej do nas
Swojej miłości znosił, że nawet pragnął ich więcej i surowszych tak
dalece, iż wydawało się, że te ciernie wzbudzają w Nim nowe pragnienie
cierpienia, jak zauważył Tertulian ,
bardzo mądry starodawny pisarz, mówiąc: „Ciernie poorały skronie
Chrystusa Pana śmiercionośnymi ranami; ale w miłości był podtrzymywany
pragnieniem nowych męczarni”.
O, niesłychana
miłości, która wstrzymuje śmierć, przedłuża życie, by więcej cierpieć
za nikczemnych! Śmiercionośne kolce cierniowe przenikające aż do
przegród mózgu odwracają śmierć od mającego umrzeć na krzyżu Króla;
wypływająca stąd krew jest pokarmem dla nadzwyczajnego ducha, aby Bóg,
Który ma królować z krzyża, w przepychu uroczystości koronacyjnych nie
ustał przed godziną śmierci. Bez wątpienia trzeba było, żeby Zbawiciel
świata zbierał kwiaty i owoce „czci i bogactwa” (Syr 24,23) nie tylko z
cierni, ale również i z drzewa przeznaczenia.
Gdy
to rozważał w sercu, niby szermierz, który dopiero co wstąpił do szyku
bojowego, nie zważając na rany chociaż śmiertelne, dzięki uderzeniom
stawał się bardziej krzepki i ożywiony. I gorąco pożądał walki, która
miała Mu przynieść tym wspanialszy zaszczyt, tym rozgłośniejszą chwałę,
im trudniej było dopełnić tego, co jeszcze zostawało do wykonania. Tak,
tak „w miłości był podtrzymywany pragnieniem nowych męczarni”.
4. Przejdźmy wreszcie do przyjrzenia się berłu fikcyjnego
Króla u Żydów, u nas i u Niebian Najwyższego. Mateusz mówi: „Włożyli
trzcinę w prawicę Jego” (Mt [27,29]). Czy to tym monarszym berłem
zostaje odznaczony, za pośrednictwem którego królowie panują, władcy
rozkazują, możni wymierzają sprawiedliwość? Tak rzeczywiście. Dlaczego?
By Swą pokorą zniszczył naszą pychę. Obrazowym wyrażeniem pokory jest
trzcina. Bo jak ona poddaje się każdemu podmuchowi wiatru, nie stawia
oporu najmniejszemu, tak i duch uniżony wszystkim oddaje cześć, przed
wszystkimi się schyla.
Najpokorniejszym był ten, o którym powiedziała Prawda : „Coście wyszli na pustynię widzieć? Trzcinę chwiejącą się od wiatru?”
(Mt 11[,7]). Dlatego najświętszą prawdę o tymże Chrystusie mówi Anzelm:
„Aby zniszczyć cyrograf spisany przeciwko nam z powodu grzechu (uważam,
że pychy), przyjął trzcinę”.
Nikomu nie
wolno było zbliżyć się do królów asyryjskich bez uprzedniego wezwania.
Dlatego, gdy Mardocheusz przynaglał Esterę, by poszła do Aswerusa
błagać o ocalenie swojego narodu, ta odpowiedziała: „…jeśliby kto, czy
to mężczyzna, czy to niewiasta, nie będąc wezwany, wszedł do
wewnętrznego przedsionka królewskiego, bez żadnej zwłoki ma być zabity,
chybaby król laskę złotą ku niemu wyciągnął na znak łaski, i tak mógłby
żywym zostać” (Est 4,11).
Gdy naszego
Zbawiciela nakarmiony przez Niego do syta lud, chciał obwołać królem,
On uciekł, i to Sam na pustynię. Teraz zaś cieszy się z koronowania
cierniami i trzymania berła z trzciny i „w miłości podtrzymuje Go
pragnienie nowych męczarni”, aby każdy grzesznik do Niego podszedł z
prośbą, a On, żeby na znak łaskawości do niego wyciągnął berło z
trzciny, i zupełnie uniewinnionego przyjął do łaski.
Niech
żyje na wieki nasz najlitościwszy Król! Niech żyje Jezus, który
zechciał być wzgardzonym, by nas uczynić godnymi szacunku; w wytartą
purpurę odziany, by nas ubrać w szaty chwały; ukoronowany cierniową
koroną, by nam dać nieśmiertelny wieniec wawrzynowy; odznaczony berłem
z trzciny, abyśmy, Jego pokorą łaskawie podniesieni, posiedli królestwo
przygotowane nam od stworzenia świata. Swoją pogardę przemienia dla nas
w zaszczyt, karę w przebaczenie, strach w bezpieczeństwo, tortury Jemu
przez nas zadane w naszą szczęśliwość.
Bądź więc pozdrowiony, chociaż okrywa Cię licha purpura,
Chociaż całą głowę masz w cierniach, w ręce trzcinę.
Bądź pozdrowiony Królu królów. Niech Żyd będzie [pod władzą] Cesarza.
Oprócz Ciebie, Jezu, niech nikt mi nie będzie Królem.
Chodzi o koronację króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1669-1673), która miała miejsce w Krakowie 26 września 1669 roku.
Piłat nie był pretorem, lecz prefektem rzymskim Judei.
PIŁAT PONCJUSZ, Piłat z Pontu, Pilatus Pontius (I w.), prefekt rzym.
Judei 26–36 r. (37 r.?); w 30 r. skazał na ukrzyżowanie Jezusa; w
czasie swych rządów brutalnie tłumił opór i urażał uczucia rel. Żydów;
usunięty z urzędu przez Lucjusza Witeliusza, legata Syrii; wg
Euzebiusza z Cezarei i apokryfów zmarł śmiercią samobójczą; oprócz
źródeł chrześc., o Piłacie Poncjuszu informują obszerniej Filon z
Aleksandrii i Józef Flawiusz; często przedstawiany w sztuce i
literaturze (np. Mistrz i Małgorzata M.A. Bułhakowa).
Józef Flawiusz z Jerozolimy (37 - ok. 100), historyk żydowski, piszący po grecku. Pozostawił między innymi następujące dzieło: Starożytności żydowskie w 20 księgach, opisujące historię Żydów od początku świata aż do wybuchu powstania przeciw Rzymowi za Nerona (66).
Św. Izydor (ok. 560-636), biskup Sewili w Hiszpanii, doktor Kościoła.
Reorganizował Kościół hiszpański, którego rozkwit w VII stuleciu
wywodzi się z tego „renesansu izydoriańskiego”. Jego spuścizna
literacka obejmowała niemal encyklopedyczny zakres wiedzy.
Św. Bazyli Wielki (329-379), biskup Cezarei Kapadockiej, teolog, pisarz
ascetyczny, organizator wspólnotowego życia zakonnego na Wschodzie,
ojciec i doktor Kościoła. Pozostawił po sobie pisma
teologiczno-dogmatyczne, ascetyczne, homilie i listy.
Św. Jan Złotousty [Chryzostom] (ok. 350-407), patriarcha
Konstantynopola, sławny z wymowy. Prześladowany przez cesarzową
Eudoksję zmarł na wygnaniu. Jest jednym z wielkich doktorów Kościoła na
Wschodzie.
Tertulian z Kartaginy (Quintus Septimus Florus Tertulianus), ok.
160-ok.225, wybitny apologeta i łaciński pisarz chrześcijański; z
wykształcenia retor, filozof i prawnik. Zostało po nim 31 traktatów, z
których najważniejsze są: Przeciwko poganom, Apologetyk, będące pierwszymi obronami chrześcijaństwa pisanymi w języku łacińskim.
Fikcyjny - patrz w punkcie 1.
Wydaje się, że Chrystus (Prawda) nie chciał tymi słowami pochwalić
pokory Jana Chrzciciela. Pochwala raczej jego wierność swoim
przekonaniom, odrzucając podejrzenie, że Jan zmienił swoje poglądy o
Jezusie: wcześniej uważał Go za Mesjasza, a teraz w więzieniu stał się
bojaźliwy i w to wątpi, dlatego posyła swych uczniów do Jezusa z
zapytaniem. Jezus prostuje zdanie ludzi o Janie i broni go, że nie
odstąpił od swego pierwszego przekonania i wcale się nie zmienił. Nie
jest to człowiek chwiejący się i lekkomyślny, lecz niewzruszony i
mocny. Por. św. Anzelm Komentarz do ewangelii Mateusza 11,7 oraz św. Jan Złotousty Homilie na ewangelię Mateusza 11,7, WAM, Kraków 2000, s. 420-422.
|