Ksiądz Bogumił (Teofil) Lubecki MIC
(11.11.1931 - 15.12.2007)
W sobotę 15 grudnia 2007 o godz. 11.00 zmarł w szpitalu w São Paolo w Brazylii ks. Bogumił Lubecki. Przeżył 74 lata, z czego 54 jako marianin.
Ks. Bogumił urodził się w Słopnicach 1 listopada 1931 roku, będąc czwartym z pięciorga dzieci Jana i Marii Lubeckich. W wieku 5 lat Bogumił stracił matkę, która zmarła podczas porodu najmłodszej swej córki, jego siostry Czesławy.
W wieku 17 lat wstąpił do Juwenatu Księży Marianów w Głuchołazach. Na początku nowicjatu został poinformowany o ciężkiej chorobie swojego ojca i przełożeni podjęli decyzję o jego powrocie do domu rodzinnego w celu opieki nad nim. Bogumił przyjął to jako wolę Bożą i po powrocie do domu rozpoczął pracę jako fotograf, zakładając własne studio i pomagając w ten sposób w utrzymaniu rodziny. Po śmierci ojca w 1952 roku ponownie wstąpił do nowicjatu i 8 września 1953 złożył pierwsze śluby zakonne. Z wielką wdzięcznością wspominał czas obydwu nowicjatów jako okres gorliwości i entuzjazmu spotkania z Panem i Maryją.
Po pierwszych ślubach zakonnych został przeniesiony do Warszawy gdzie jako członek domu zakonnego na Wileńskiej ukończył szkołę średnią oraz filozofię. W dniu 15 sierpnia 1958 roku złożył śluby wieczyste. Następnie został przeniesiony do Włocławka, gdzie podjął studia teologiczne, a dnia 24 czerwca 1962 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Antoniego Pawłowskiego.
Od początku swego kapłaństwa ks. Bogumił wyrażał pragnienie pracy misyjnej w Brazylii, jednak w pierwszych latach pracował jako duszpasterz w Polsce, we wspólnotach mariańskich w Licheniu, Kiwitach i Górze Kalwarii. W 1966 roku wyjechał do Rzymu z planem podróży do Brazylii, jednak gdy tam przybył, ówczesny generał zdecydował o wysłaniu go do Portugalii do pomocy w seminarium, gdzie ks. Bogumił spędził trzy lata, będąc nauczycielem greki, łaciny i francuskiego.
Po tym okresie, dnia 27 grudnia 1969 roku dotarł do Brazylii. Początkowo pracował jako wikariusz parafii św. Jerzego w Kurytybie, pomagając w organizacji tejże parafii oraz udzielając się duszpastersko.
W 1971 roku, odpowiadając na prośbę bp. Pedra Filipaka, objął urząd proboszcza w parafii w Jaguariaivie w diecezji Jacarezinho, w stanie Parana, gdzie pracował przez 11 lat. W latach 1981-1984 był proboszczem parafii w Kurytybie, zaś od 1984 do 1988 r. pomagał w duszpasterstwie różnych wspólnot prowadzonych przez marianów, szczególnie w Guairacá.
W maju 1988, poddając się decyzji ks. Generała, ks. Bogumił wyjechał do Stanów Zjednoczonych w celu odnowy duchowej i badań lekarskich. Pod koniec roku 1989 powrócił do Brazylii, podejmując pracę duszpasterską jako wikariusz parafii Matki Bożej z Aparecidy w Mongagua, w diecezji Santos, w stanie São Paulo. W roku 1997 został mianowany proboszczem tejże parafii, prowadząc ją przez następne 20 lat.
Dnia 6 listopada 2007 roku ks. Bogumił dostał zawału serca, na skutek czego zmarł wkrótce potem, 15 grudnia. Msza św. pogrzebowa odbyła się tegoż dnia o godz. 21.00 w parafii MB z Aparecidy. Ciało ks. Bogumiła zostało złożone na mariańskim cmentarzu w Kurytybie w niedzielę 16 grudnia 2007 r. o godz. 11.00.
Ksiądz Mark Garrow MIC
(02.04.1955 - 19.10.2007)
W dniu 19 października 2007 r. po roku walki z chorobą nowotworową zmarł w wieku 52 lat ks. Mark Garrow MIC. Był marianinem przez 31 lat i kapłanem przez 22 lata. Po święceniach posługiwał m.in. jako przełożony i mistrz nowicjatu w Brookeville, w stanie Maryland, a także jako prefekt formacji w amerykańskiej prowincji św. Stanisława Kostki. W latach 1993-1999 był członkiem Rady Generalnej. Pełnił wówczas również funkcję generalnego prefekta formacji, wykorzystując ten czas na wprowadzenie programu formacyjnego dla Zgromadzenia przygotowanego przez kompetentną komisję, którą kierował. W latach 1999-2005 był przełożonym generalnym Zgromadzenia. Podczas posługi na tym urzędzie ks. Mark promował pomysł połączenia dwóch amerykańskich prowincji, przyjęty przez Kapitułę generalną w roku 2005. Przewodniczył komisji zjednoczeniowej dwóch prowincji i w dniu 25 października 2006 r. został wybrany pierwszym prowincjałem nowo powstałej prowincji NMP Matki Miłosierdzia – dokładnie na rok przed dniem swego pogrzebu.
Uroczystości żałobne miały miejsce 26 października 2007 toku na cmentarzu Eden Hill w Stockbridge, w stanie Massachusetts. Zarówno w ceremonii pogrzebowej, jak i wcześniej, podczas czuwania przy zmarłym, wzięło udział wielu marianów, członków rodziny i przyjaciół. Ordynariusz diecezji Springfield bp Timothy McDonald przewodniczył mszy św. koncelebrowanej, podczas której homilię wygłosił ks. Joseph Roesch, a słowo pożegnania o. Generał Jan M. Rokosz. Ceremonii złożenia ciała do grobu przewodniczył ks. Daniel Cambra MIC, który przejął obowiązki przełożonego Prowincji.
Homilia ks. Josepha Roescha MIC
wygłoszona podczas Mszy św. pogrzebowej ks. Marka Garrowa MIC
Stockbridge, 25 października 2007 r.
Ekscelencjo, współbracia kapłani, marianie i zakonnicy, Bruce i Lynn, bracia i siostry w Chrystusie!
Nazywam się ks. Joe Roesch i jestem obecnie członkiem Rady Generalnej w Rzymie. Byłem pierwszym nowicjuszem ks. Marka, gdy rozpoczął posługę jako mistrz nowicjatu 20 lat temu. W końcu sierpnia miałem okazję rozmawiać z nim. Powiedział mi całkiem spokojnie, że tylko 20 proc. osób chorych na taką chorobę jak on ma szansę wyzdrowieć. Powiedział wtedy: „Jestem w rękach Boga, cokolwiek On chce!ę Gdy wróciłem do Rzymu, zakonnica, która znała ks. Marka z czasów jego 12-letniego pobytu w Rzymie, zapytała mnie o stan jego zdrowia. Odpowiedziałem, że wydawał się być całkowicie zdany na wolę Bożą. Odpowiedziała wtedy: „Mam nadzieję, że nie stracił zupełnie woli do życia. Musi walczyć, aby wyzdrowieć!ę Myślałem o tym. Pod koniec naszego spotkania, Mark zapytał mnie kiedy znów będę w Stanach, ponieważ miał nadzieję zobaczyć mnie znowu. Powiedziałem, że nastąpi to pod koniec grudnia, a on rzekł, że będzie na to czekał. Ksiądz Walter Dziordz, nasz były prowincjał, otrzymał niedawno kartkę z życzeniami urodzinowymi, wysłaną przez Marka do niego. Nadeszła ona w dwie godziny po śmierci Marka. W kartce Mark pisał, że ma nadzieję na poprawę wkrótce i pragnął przyjechać w odwiedziny do Darian, w stanie Illinois i pójść z Walterem do kina.
A więc był to człowiek, który wciąż żył pełnią życia i patrzył w przyszłość. A jednak był on jednocześnie całkowicie poddany woli Bożej i przygotowywał się na spotkanie z Panem. Mówię tak dlatego, że piękne czytanie, którego dziś słuchaliśmy, zostało wybrane przez Marka, podobnie jak wszystkie szczegóły ceremonii pogrzebowej, łącznie z rodzajem trumny (prosta sosnowa skrzynia).
Myślę, że te czytania przekazują nam niejako prawdę o tym, z czym Mark musiał borykać się w ostatnim roku swego życia. Bez wątpienia ten rok stał się najtrudniejszym, ale i najbardziej znaczącym dla jego życia. Widziałem się z nim na wiosnę po Niedzieli Miłosierdzia Bożego, gdy celebrowałem za niego mszę św. w szpitalu koło Bostonu. Powiedziałem mu wtedy, że Pan Bóg uczyni go świętym poprzez te doświadczenia. Roześmiał się i pomachał ręką, odrzucając ten pomysł. Jak gdyby mówiąc: „Ja – świętymżę Ale był to właśnie plan, który Pan wprowadzał w życie – tak samo jak w stosunku do każdego z nas. Zazwyczaj Bóg działa powoli i łagodnie, kierując nas ku świętości. Ale minionego roku ks. Mark doświadczył bardziej aktywnych działań Bożych w celu osiągnięcia zamierzonego celu. I Mark odpowiedział. W jakimś momencie naszego życia otrzymywane przez nas lekcje stają się bardziej intensywne. Mark zawsze był dobrym uczniem. Pamiętam, jak nauczał nas, że dorośli najlepiej przyswajają wiedzę poprzez doświadczenie. Dzisiejsze czytania ujawniają nam to, czego Mark nauczył się ze swoich tegorocznych doświadczeń.
Na pierwsze czytanie wybrał fragment ze Starego Testamentu mówiący o Hiobie. Jak pamiętacie, Hiob borykał się w pewnymi problemami w swym życiu. Przyjaciele mówili mu, że prawdopodobnie jego wiara w Boga, który, jak zdawało się, nie dbał już o niego, nie była tego warta. Ale Hiob odpowiedział im stanowczo, iż wie, że żyje Ten, który usprawiedliwi jego wiarę. W końcu stało się oczywistym, że jego wiara była usprawiedliwiona i że nie zmarnował swego życia. Mówi, że jego wewnętrzna istota jest pochłonięta tęsknotą zobaczenia Boga.
Niewątpliwie pośród doświadczeń, które przypadły mu w udziale, Mark doznawał chwil zniechęcenia. Ale nie stracił wiary w Boga i Jego miłosierdzie. Jego także pochłonęła tęsknota za Bogiem. Święty Paweł napisał do Filipian, że ze względu na Jezusa Chrystusa zrezygnował z rzeczy ziemskich i uznał je za śmieci, aby mógł znaleźć się w Chrystusie. Z utratą iluż rzeczy przyszło Markowi pogodzić się w ciągu tego roku! Wśród nich zdrowie, zdolność mówienia, połykania i odczuwania smaku, niezależnoś:, czas i energia...… Ale istotnym stało się dla niego to, co on mógł robić: odmawiać różaniec i brewiarz, koncelebrować mszę św., czytać i rozmyślać oraz dawać świadectwo wiary innym chorym, pielęgniarkom, lekarzom, osobom opiekującym się nim oraz odwiedzającym. Nadal czynnie służył prowincji jako jej przełożony i był żywo zainteresowany sprawami całej wspólnoty mariańskiej na świecie i tych wszystkich, których poznał podczas urzędowania jako generał.
Psalm, jaki Mark wybrał na dzisiejszą mszę św., znów podejmuje temat tęsknoty za ujrzeniem oblicza Pana: „Pan światłem i zbawieniem moim, kogóż mam się lękaćż Pan obrońcą mojego życia: przed kim mam się trwożyżę Na pewno stracił bojaźń śmierci po wszystkich przebytych doświadczeniach. Pan Bóg nauczył go, jak należy stanowczo pokładać w Nim wszelką wiarę. W ślad za św. Pawłem, Mark pragnął poznać Pana i moc Jego zmartwychwstania oraz dzielić z Nim cierpienia, aby doznać wskrzeszenia z martwych poprzez obumarcie sobie. Niewątpliwie Pan pozwolił Markowi dzielić ze Sobą cierpienia. Nie było to czymś, czego Mark pragnął dla siebie. Ale było to częścią planu Bożego względem niego, a więc przyjął go z wdzięcznością i cierpliwością. Mark zawsze był wyjątkowo wdzięcznym człowiekiem! Był przykładem człowieka honorowego, nieskazitelnie uprzejmy. Być może był on najbardziej uprzejmą osobą wśród żyjących! Prawdopodobnie otrzymał wspaniałe wychowanie w domu. Inną rzeczą, jaką odziedziczył po rodzicach, było poczucie humoru. Przypominam sobie pewien obiad w jego domu. Jego matka Doris gotowała. Obdarzeni bystrym umysłem, wraz z ojcem Tomem byli jak para komików. Mark uwielbiał oglądać Petera Sellersa w filmach o różowej panterze. Pewnego dnia rozśmieszył nas wszystkich do łez, opowiadając jak jego brat Bruce uczył go grać w golfa, gdy był mały. Jeśli dobrze pamiętam, jak to było, Mark chyba zbyt daleko zamachnął się swym kijem i uderzył nim brata. Ich ojciec bardzo się zdenerwował i powiedział Markowi, aby był bardziej ostrożny. Bruce zaś stanął za nim z tyłu w bezpiecznej odległości. Jakimś jednak sposobem Mark uniósł swój kij tak wysoko, że uderzył nim brata w głowę, zwalając go z nóg. Wtedy Mark rozpłakał się i pobiegł do domu, myśląc, że zabił brata. Ojciec zaś był na granicy wrzucenia kijów golfowych do jeziora. Markowe poczucie humoru oraz zdolność nieprzyjmowania siebie samego na serio dobrze mu służyły w życiu, a szczególnie podczas choroby.
Pamiętam z nowicjatu, że gdy Mark był głównym celebransem mszy św., zawsze wygłaszał dobrą homilię. Ale później, po modlitwie pokomunijnej przypominała mu się jakaś myśl, którą pominął w homilii. Prosił więc zebranych, aby znów usiedli i wygłaszał praktycznie jeszcze jedną homilię. Rozmyślając nad czytaniami, które Mark wybrał na do tej liturgii, czułem jak gdyby pragnął wygłosić nam dziś jeszcze jedną homilię. Jeden i ten sam temat rozbrzmiewa w całej rozciągłości. Tak, św. Paweł mówi, że „zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusieę. A psalm responsoryjny woła „Wszystko uważam za nic prócz jednegoć poznać Jezusa Chrystusa i znaleźć się w Nimę . I w końcu w Ewangelii wg św. Jana Jezus mówi, że ziarno zboża, aby wydać owoc, musi najpierw umrze:. Markowi przyszło wielokrotnie umrzeć dla siebie, zanim przyszedł dzień 19 października. Kochał życie i starał się żyć jego pełnią, ale był gotów oddać go Panu, aby odziedziczyć życie wieczne. Jezus mówi nam: „A kto by chciał Mi służy:, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciecę. Mark usłyszał wołanie Pana we wczesnej młodości. Wstąpił do niższego seminarium, mając około 14 lat i do końca wiernie służył Panu. Nie wiedział, gdzie zaprowadzi go jego droga, ale szedł nią wytrwale. Zaakceptowanie cierpienia już wydało wielki owoc. Każdy z nas odczuł jego wpływ, wpływ jego stylu życia i praktykowania wiary. Otóż, on pewnie jako pierwszy stwierdziłby, że nie był doskonały i że jest jeszcze dużo rzeczy, nad którymi powinien pracowa:. Niemniej, miał w sobie dużo miłości, a to, jak Pan powiedział, zadoś:uczyni za wiele. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfityę . Sądzę, że zobaczymy jeszcze wielkie owoce. Módlmy się o wieczny odpoczynek dla naszego brata. Niech spoczywa w pokoju!
Słowo porzegnalne Przełożonego generalnego ks. Jana M. Rokosza MIC
podczas Mszy św. pogrzebowej ks. Marka Garrowa MIC
Stockbridge, 25 października 2007 r.
Ekscelencjo, (Timothy McDonnell, biskup Springfield), pragnę serdecznie podziękować za przewodniczenie liturgii pogrzebowej za naszego współbrata, ks. Marka, przełożonego prowincji i byłego przełóżonego generalnego. Hasło naszego Zgromadzenia brzmi: Za Chrystusa i Kościół, a obecność biskupa miejsca w trudnym dla nas momencie ma dla nas ogromne znaczenie.
Chciałbym złożyć moje najserdeczniejsze wyrazy współczucia bratu ks. Marka – panu Bruceąowi z małżonką, panią Lynne, oraz wszystkim jego krewnym i przyjaciołom, przybyłym z bliska i daleka, jak również współbraciom marianom z prowincji Matki Bożej Miłosierdzia. Wszystkim tutaj zebranym z serca dziękuję za obecność. Jest to dowód tego, jak wiele ks. Mark znaczył dla nas. W sposób szczególny pozdrawiam panie Marię Romagnano i July Ryan i pragnę podziękować im za nadzwyczajną opiekę, jaką otoczyły naszego współbrata w czasie jego choroby. Dziękuję także siostrom ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszej Maryi Panny za gościnę udzieloną ks. Markowi podczas jego kuracji w Bostonie. Składam także podziękowanie współbraciom marianom za wszystko, co uczynili dla ks. Marka podczas jego choroby. W sposób szczególny odnosi się to do ks. Kazimierza Chwałka i br. Jasona Lewisa.
Dziś pragnę podziękowa: Panu Bogu za wielki dar, jakim ks. Mark Garrow był dla naszego Zgromadzenia. Gdyby nie jego obecność, byłoby ono dzisiaj inne. Stojąc teraz nad trumną mojego współbrata i przyjaciela, byłego przełożonego generalnego, z którym miałem radość blisko współpracować przez sześć lat, oraz pierwszego prowincjała złączonej prowincji, jest mi bardzo trudno ukryć ból i nie zadać pytania: dlaczego$ A jednak odczuwam jednocześnie, że życie ks. Marka, choć zbyt krótkie, było spełnione. Z miłością wypełnił plan Boży i dał świadectwo, powierzając wszystko Panu. Ks. Mark w całości wypełnił swoją misję, choć my byśmy woleli, aby dokonało się to w inny sposób. Celebrując mszę św. pogrzebową, wraz z naturalnym uczuciem smutku i bólu, doświadczamy także pokoju Zmartwychwstałego Pana.
W ciągu całego roku cierpień ks. Marka, mariańska wspólnota oraz wielu naszych świeckich współpracowników żarliwie modlili się o dar uzdrowienia dla niego. Znam jedną kobietę na wózku inwalidzkim, która prywatnie ofiarowała Panu swoje życie po to, aby Mark mógł żyć dalej. Po uczynieniu tej ofiary owa kobieta doznawała ogromu cierpień, zarówno fizycznych jak i duchowych. W momencie śmierci ks. Marka jej cierpienia ustały zupełnie ]dopiero potem się dowiedziała, że o tej godzinie nastąpił zgon\. Był to znak, że Pan Bóg przyjął jej ofiarę, ale że miał inny plan względem naszego współbrata. Jestem przekonany, że nasze modlitwy nie były daremne. Pan Bóg dał ks. Markowi łaskę znoszenia cierpień i dawania nam przykładu ofiarnej miłości. Jestem przekonany, że dar ks. Marka z samego siebie będzie nadal owocował dla Zgromadzenia i Kościoła. Jestem także przekonany, że nie jest zbiegiem okoliczności fakt, iż jego cierpienie i śmierć miały miejsce w ciągu i po beatyfikacji naszego Założyciela.
Przed samą jego śmiercią miałem szczęście spędzić z nim trzy dni. Byłem zdziwiony jego dobrą kondycją fizyczną i duchową w czasie naszych rozmów. Wypytywał mnie szczegółowo o mariańskie sprawy na całym świecie. Powiedziałem mu, że wybieram się na wizytację seminarium w Lublinie. Spytałem, czy miałby dla mnie jakąś radę. Nic nie mówił przez dłuższą chwilę, a potem odpowiedział: „Powiedz formatorom, aby kochali swoich podopiecznychę . I dodał: „Powiedz młodym marianom, aby kochali swoje powołanie. Jest to dar Boży. Jeśli nie pokochają swojego powołania, to nie będą mogli zobaczyć go jako dar i wzrastać w nim, jak Pan Bóg tego pragnieę. Sądzę, że to podsumowuje całe życie ks. Marka. Przeżył on wiele lat pracując jako formator oraz przełożony w naszej wspólnocie i myślę, że ci, którzy go spotykali, czuli się przez niego umiłowani. Kochał także powołanie mariańskie. Kochał swoją wspólnotę i współbraci. Ośmielę się powiedzieć, że podczas posługi na urzędzie przełożonego generalnego swoją miłością i współczuciem dotknął życie każdego marianina.
Wielkie wrażenie sprawiła na mnie wyjątkowa troska, jaką klerycy i wszyscy członkowie wspólnoty domu zakonnego w Stockbridge okazywali ks. Markowi w jego chorobie. Jeden z kleryków wyznał mi, że wszyscy byli świadomi zbliżającego się końca ks. Marka i pragnęli, aby jego dziedzictwo – ta miłość, którą wyraził przez akceptowanie swego cierpienia i ofiarowanie go w intencji wspólnoty, jak również sposób, w jaki zawsze odnosił się do swoich współbraci, znalazło wyraz w sposobie, w jaki będą siebie teraz nawzajem traktować, aby w ten sposób duch Marka nadal był obecny w prowincji.
Słowo do współbraci z prowincji Matki Bożej Miłosierdzia. Dokładnie rok temu zebraliśmy się tu, w Sali Pamięci, na pierwszą kapitułę złączonej prowincji. Duży obraz Jezusa Miłosiernego, umieszczony za stołem, przy którym siedzieliśmy, towarzyszył obradom. Od początku do zakończenia kapituły żywo odczuwałem obecność Pana, czuwającego nad nami i błogosławiącego naszym wysiłkom. Miniony rok stał się okresem niezwykłych łask dla nowej prowincji. Ksiądz Mark złożył swe życie dla dobra wspólnoty w ścisłym znaczeniu tego słowa. Bóg nie pozostawi was samych. Straciliśmy wspaniałego przełożonego, ale Bóg ma plan dla tej prowincji. Wierzyłem w to rok temu, dziś wierzę w to z jeszcze większą mocą. Matka Boża Miłosierdzia wstawia się za wami, a Pan Bóg będzie nadal błogosławił wam w swoim miłosierdziu.
W imieniu wszystkich członków naszego Zgromadzenia pragnę Ci podziękować, ks. Marku, za oddanie większej części swego życia naszej wspólnocie. Dziękuję za posługę formatora tutaj w USA i w Rzymie, za ułożenie planu formacji dla naszego Zgromadzenia. Dziękuję za posługę przełożonego domu, prowincji i całego Zgromadzenia. Dziękuję za ukazanie nam jak należy kochać nasze powołanie i naszych współbraci. Będzie nam Ciebie brakowało, ale proszę, wstawiaj się za prowincją i całym Zgromadzeniem, abyśmy uczyli się wzajemnie miłować i spełniali misję wyznaczoną dla nas przez Boga i Kościół. Odpoczywaj w pokoju. Amen.
Brat Bronisław Świstak MIC
(29.12.1916 - 07.10.2007)
7 października w godzinach popołudniowych w wieku 91 lat życia i 55 lat profesji zakonnej odszedł do Pana śp. brat Bronisław Świstak.
Br. Bronisław urodził się 29.12.1916 r. we wsi Zdżarki w woj. mazowieckim. Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r., następnie jako jeniec wojenny został zesłany w głąb Niemiec, gdzie pracował w gospodarstwie rolnym. Po wojnie przyjechał do Anglii, a w 1951 r. wstąpił tam do Zgromadzenia Księży Marianów. 29 września 1952 r. w Hereford złożył pierwszą profesję zakonną. W latach 1951-1954 pracował w zakonnym gospodarstwie i w ogrodzie, jak też posługiwał w szatni i jadalni w polonijnej szkole w Hereford. Od roku 1954 pracował w gospodarstwie w Fawley Court. Wielokrotnie wypełniał obowiązki radnego domowego, a od czerwca do sierpnia 1970 r. pełnił urząd czwartego radnego prowincji Matki Bożej Miłosierdzia w Anglii, z której to funkcji zrezygnował. Od roku przebywał jako rekonwalescent w domu zakonnym w Licheniu, gdzie z pogodą ducha znosił swoje dolegliwości fizyczne.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 30 października o godz. 13.00 w sanktuarium maryjnym w Licheniu.
Requiescat in pace!
Ksiądz Lucjan Pawlik MIC
(21.12.1913 - 11.04.2007)
Ksiądz Lucjan Pawlik MIC urodził się 21 grudnia 1913 roku we wsi Wolka Wisniewska na Podlasiu, gdzie uzyskał wykształcenie podstawowe. Następnie został przyjgty do juwenatu prowadzonego przez księży marianow w Skórcu koło Siedlec i odbył nowicjat w Raśnie pod kierunkiem ks. Aleksandra Bołtucia. 15 sierpnia 1930 r. złożył pierwszą profesję zakonną i w sześć lat później – wieczystą. W Kolegium Księży Marianów w Warszawie na Bielanach uzyskał świadectwo dojrzałości. Studia seminaryjne odbywał najpierw w Warszawskim Wyższym Seminarium Duchownym. Następnie pełnił funkcję wychowawcy młodzieży w Kolegium na Bielanach. Podczas wizytacji generalnej na Bielanach poprosił o. Andrzeja Cikoto, przełożonego generalnego, o przygotowanie go do pracy misyjnej, jednak przełożeni skierowali go w 1938 r. do Wilna na Uniwersytet Stefana Batorego, gdzie miał uzupełnić teologię w ramach studiów seminaryjnych. Wybuch II wojny światowej zastał go w domu zakonnym w Raśnie na wakacjach, skąd pod koniec września z innymi studentami pojechał na Litwę do marianów litewskich, którzy zapisali ich na Uniwersytet Witolda Wielkiego w Kownie. W czerwcu 1941 r. wyjechał do Mariampola, gdzie pomagał proboszczowi w przygotowaniu dzieci do I Komunii św. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Przełożony domu w Mariampolu polecił klerykowi Lucjanowi udać się do klasztoru marianów w Kalwarii Żmudzkiej, gdzie przebywał do października. Gdy front przesunął się na wschód pozwolono mu wrócić do Kowna na studia seminaryjne, ale już w listopadzie rozeszła się pogłoska, ze Polaków bolszewicy wywiozą na Sybir. Wobec tego niebezpieczeństwa polscy klerycy wyjechali z Kowna do Wilna i do Drui. W Drui także było niebezpiecznie, więc kleryk Pawlik przeniósł się do miejscowości Opsa, gdzie ks. proboszczowi udało się zameldować go jako Białorusina. Pomagał mu do wiosny 1942 r. w katechizacji. Następnie wrócił do Drui i został pomocnikiem przełożonego domu do spraw gospodarczych i do katechizacji. Wiosna 1944 r. – po ogromnych perypetiach z dojazdem do Rygi, Wilna i Kowna oraz odprawieniu rekolekcji w Wilnie – 8 kwietnia 1944 r. w Wielka Sobotę otrzymał święcenia subdiakonatu i diakonatu, a 15 kwietnia w kaplicy biskupiej w Kownie przyjął święcenia kapłańskie z rak arcybiskupa Mieczysława Rejnisa. Mszę św. prymicyjną odprawił w Mariampolu. Po święceniach wyjechał ponownie do Drui i rozpoczął pracę duszpasterską, a w czerwcu 1944 r. został proboszczem w Idołcie. 5 lipca wojska sowieckie zajęły Miłoszewo i Idołtę. Front w okolicy Drui trwał około dwóch tygodni. Eskadry bombowców sowieckich zniszczyły kościół i klasztor. Rosjanie wcielali do wojska mężczyzn. Po przesunięciu się frontu na zachód ks. Pawlik pełnił funkcje proboszcza w Drui, podejmując się remontu obiektu po zniszczeniach wojennych. 17 października 1950 r., podczas prześladowań duchowieństwa został aresztowany i przewieziony do więzienia w Miorach, następnie do Połocka, gdzie skazano go na karę śmierci, zamienioną na 25 lat syberyjskich łagrów. Ksiądz Lucjan przebywał kolejno w łagrze w Czojbalsie, Kumzasie, Tarbasie, Nagazku, Myskach i Miezdureczyńsku. 14 maja 1956 r. zwrócono mu wszelkie prawa i pozwolono powrócić do Drui. Po powrocie ks. L. Pawlik zamieszkał w drewnianym domku z bratem Piotrem Dunderem, gdzie w jednym z pokoi urządził kaplicę, ponieważ kościół był zajęty na zboże i smary miejscowego kolchozu. Na polecenie ks. Ingelewicza, administratora apostolskiego na Białoruś, ks. Lucjan w roku 1957 został proboszczem w Zadorożu, gdzie mieszkał do chwili śmierci. W tym czasie wyremontował kościoły w Naroczy, Lyntupach, Prozorokach, Hermanowiczach, Łużkach, Czemiewiczach i Proszkowie, a w roku 1996 wykupił sklep w miejscowości Podświle, gdzie założyż kaplicę i przystąpił do budowy kościoła. Dnia 15 kwietnia 1994 r. obchodził złoty jubileusz kapłaństwa. Do ostatnich dni swego życia był aktywny duszpastersko i pomimo osłabionego wzroku i długotrwałej kontuzji nogi obsługiwał trzy parafie.
Uroczystości pogrzebowe, którym przewodniczył JE Ks. Bp Władysław Blin, Ordynariusz Diecezji Witebskiej, odbyły się w sobotę, 14 kwietnia 2007 r. o godz. 12.00 w kościele parafialnym pw. Świętej Trójcy w Drui w Republice Białorusi.
Ksiądz Viktors Pentjušs MIC
(07.09.1915 - 19.02.2007)
Dnia 19 lutego 2007 r. – po długiej chorobie – w wieku 91 lat zmarł ks. Viktors Pentjušs MIC (1915-2007). Przebywał ostatnio w domu parafialnym Matki Bożej Bolesnej w Rydze na Łotwie. Msza św. żałobna za zmarłego ks. Viktorsa została odprawiona 22 lutego br. o godz. 12.00 w kościele św. Franciszka przy seminarium w Rydze. Obrzędy pogrzebowe natomiast odbyły się 23 lutego br. o godz. 12.00 w naszym kościele w Wilanach.
Viktors Pentjušs, syn Adama i Zofii Uzuls, urodził się 7 września 1915 r. w Meża Vepri na Łotwie, 50 km od Rezekne. W 1931 r. zgłosił się do księży marianów w Welonach (Vilani), gdzie 18 maja 1931 r. został przyjęty do nowicjatu, który odbywał pod kierunkiem ks. Stanisława škutansa. Pierwsze śluby zakonne złożył 26 maja 1932 r., zaś profesję wieczystą 5 września 1937 r. W latach 1932-1937 uczęszczał internistycznie do katolickiego gimnazjum w Agłonie. Następnie wstąpił do seminarium ryskiego, które w 1938 r. przekształcono w wydział teologii katolickiej na uniwersytecie w Rydze. Święcenia kapłańskie diakon Viktor Pentjušs przyjął 9 marca 1942 r. w kościele św. Franciszka w Rydze z rąk bpa J. Rancana. Prymicje odprawił w mariańskim kościele parafialnym w Welonach 25 marca 1942 r. Neoprezbiter pozostał w kościele w Welonach, najpierw jako wikariusz, a przez następne cztery lata jako proboszcz. Pod koniec 1947 r. władze nakazały mu opuścić Welony. Został przeniesiony do Kurlandii (Kurzenie) na stanowisko proboszcza parafii Lamini i Tukums, obsługując ponadto parafie Kandava i Zante.
Po II wojnie światowej, od kiedy Łotwa została okupowana przez Związek Radziecki, dla Kościoła rozpoczęły się ciężkie prześladowania: wielu księży zostało aresztowanych, niektórzy zginęli śmiercią męczeńską. Ksiądz Viktors został aresztowany dnia 25 października 1948 r. na terenie parafii Tukums i osadzony w więzieniu w Rydze. Po czterech miesiącach śledztwa, 5 marca 1949 r. został skazany na 10 lat pracy przymusowej w łagrze za „pomoc niemieckiemu okupantowi i antyradziecką agitacjęę .
Deportowano go do republiki Komi i zesłano na katorgę w kopalni węgla w Workucie. Pomimo wielkich trudności miał możliwość odprawiania Mszy św., w niektórych okresach nawet codziennie. Służył też posługą kapłańską swoim współwięźniom, spowiadając ich i udzielając Komunii św. Decyzję zwolnienia z obozu otrzymał 17 lipca 1956 r., po śmierci Stalina. Łagier opuścił jednak dopiero 3 sierpnia 1956 r. Łotewska Prokuratura Generalna unieważniła wyrok i decyzją z 3 grudnia 1989 r. zrehabilitowała ks. Viktorsa Pentjušsa.
Ksiądz Viktors Pentjušs od września 1956 r. do marca 1957 r. pełnił urząd proboszcza w parafii Lamini w Kurlandii. Przez następne cztery miesiące kierował mariańską parafią w Welonach. Jednakże w tym właśnie czasie usunięto stamtąd mariańskich duszpasterzy i szykanowano ich przez kilka miesięcy za przeprowadzenie kolędy. Musiał więc i ks. Pentjuss opuścić mariańską parafię i wrócić do Kurlandii. Przez rok był proboszczem w Arlava-Ciruli, następnie przez pięć lat w Saldus i zastępcą w Silaine, potem przez dziewięć lat w Grendze i Eglaine.
Dnia 5 lipca 1972 r. abp Julian Vaivods powołał ks. Pentjušsa do pracy w seminarium ryskim, mianując go ojcem duchownym kleryków, jak też wykładowcą teologii moralnej. Został równocześnie zastępcą proboszcza katedry św. Jakuba w Rydze. W 1991 r. przestał pełnić obowiązki ojca duchownego. 27 listopada 1992 r. został mianowany wicerektorem seminarium i wykładowcą kilku przedmiotów teologicznych. W 1996 r. przestał pełnić obowiązki zastępcy proboszcza katedry, a przyjął obowiązki wikariusza parafii Matki Bożej Bolesnej na Starym Mieście w Rydze, ks. Pentjušs kierował też archidiecezjalnym studium katechetycznym dla świeckich. W czasach Związku Radzieckiego w ukryciu przed władzami przyjmował kandydatów do Zgromadzenia Marianów i wychował wielu marianów z całego byłego bloku sowieckiego.
Przez kilka ostatnich lat ks. Viktors Pentjušs, z powodu choroby znoszonej z ogromną cierpliwością i z pogodą ducha, nie opuszczał swego mieszkania przy parafii Matki Bożej Bolesnej. Służył do końca świeckim i klerykom jako spowiednik i ojciec duchowny. Gdy już nie mógł sprawować Mszy św. w kościele, wierni gromadzili się na Eucharystii w jego mieszkaniu.
Zmarłego ks. Viktorsa polecamy Miłosierdziu Bożemu.
Pogrzeb dwóch marianów, Łotyszów: Wilno, 23 lutego 2007 roku
Śp. ks. Wiktor (Viktors) Pentjušs MIC
(7.09.1915 – 19.02.2007)
Śp. ks. Jan (Janis) Vaivods
(30.03.1926 - 20.02.2007)
Pan Jezus powoływał swych uczniów po dwóch, wysyłał ich, aby głosili królestwo Boże też po dwóch. Czasami wzywał ich do siebie również po dwóch (św. Piotr, św. Paweł). W swej niezgłębionej Opatrzności, Bóg wezwał do siebie dwóch świątobliwych kapłanów, marianów z Łotwy, kto wie, może po to, aby się wspierali nawzajem w tej ostatniej drodze ku wieczności. Bardzo rzadko odbywają się pogrzeby dwojga ludzi jednocześnie, jeszcze rzadziej dwóch kapłanów. Co nam Pan Bóg przez to chce powiedziećż Jest to wydarzenie smutne, bo w obliczu wielkich potrzeb Kościół na Łotwie stracił dwóch kapłanów, a nasze Zgromadzenie 2 współbraci, którzy mimo podeszłego wieku i choroby posługiwali do końca. Z drugiej strony pogrzeb ten był tryumfem łaski wierności w powołaniu kapłańskim i zakonnym. Ilu jest takich, którzy przyjmują święcenia kapłańskie i składają śluby zakonne oraz „umierająę dla powołania za życiaż! Ci dwaj wytrwali wiernie do końca! „Te Deum laudamusę!
Ksiądz Viktors Pentjušs dnia 26 maja tego roku obchodziłby 75-lecie życia zakonnego. Wstąpił do nowicjatu Księży Marianów 18 maja 1931 roku, tj. dokładnie w 300. rocznicę urodzin naszego Założyciela. W tej dacie można dopatrywać się jakiegoś przesłania. Na pewno był on wielkim darem dla Zgromadzenia i wierzył w świętość o. Papczyńskiego. Ksiądz Rinalds Stankēvišs powiedział, że kiedy zadzwonił do ks. Wiktora, kilka dni przed jego śmiercią, i zwiastował mu radosną wieść o beatyfikacji o. Papczyńskiego, ks. Pentjušs dosłownie wydał okrzyk radości i zapewnił, iż nigdy nie wątpił, że nasz Założyciel będzie wyniesiony na ołtarze! Ogromnie się cieszył, że dożył tej chwili, przejawiając coś podobnego do „radości starca Symeonaę.
Nowicjat odbył pod kierownictwem ks. Stanisława škutansa (generała Zgromadzenia w latach 1957-63). Potem wychowawcą młodego kleryka Wiktora był wymagający ks. Bronisław Valtpitrs. Po dość surowej opinii o swym wychowanku z 1934 roku ks. Bronisław napisał następną (22 maja 1937), bardzo pozytywną, w której prosi Radę Generalną o dopuszczenie kl. Pentjušsa do ślubów wieczystych: „Quoad mores Pentjušs ultimis duobus annis ostendit magnum progressum spiritualem: est obediens, satis devotus. castitas sine obejctione, superbia opugnatur per orationem et exercitia in virtute humilitatis, diligentia in comparanda scientia plus quam sufficiens, progressus in scientiis bonus, vacatio solida ó…]ę . Diakon Pentjušs święcenia kapłańskie otrzymał 9 marca 1942 roku w kościele św. Franciszka w Rydze, usytuowanym tuż przy seminarium archidiecezjalnym, a więc ks. Wiktor jako kapłan posługiwał przez prawie 65 lat! W tymże samym kościele św. Franciszka dnia 22 lutego br. odbyła się Msza pogrzebowa za jego duszę.
Mszy św. przewodniczył J.E. Kard. Janis Pujats. Koncelebrowali dwaj biskupi: Stanisław Szyrokoradziuk z Ukrainy i Vilhelms Lapelis z diecezji łotewskiej Lepaja oraz trzydziestu kapłanów z kleru diecezjalnego i zakonnego (dominikanie, kapucyni). Przed Mszą św. klerycy z seminarium odśpiewali po łacinie egzekwie. Wśród licznie zgromadzonego ludu był obecny biskup emeryt Janis Cakuls i duża grupa sióstr zakonnych (karmelitanki, siostry Matki Teresy z Kalkuty). Liturgię upiększał śpiew chóru. W homilii ks. Kardynał podkreślił ogromne zasługi ks. Wiktora dla Kościoła na Łotwie. Podziękował mu za jego długoletnią pokorną i bardzo owocną pracę w posłudze ojca duchownego i profesora teologii moralnej w seminarium ryskim (prawie 25 lat). Wspomniał także jego bolesne doświadczenia z zesłania na katorgę do kopalni węgla w Workucie, gdzie ks. Wiktor przepracował w okropnych warunkach 8 lat.
Po Mszy św. przemówił wychowanek ks. Wiktora – bp. Stanisław Szyrokoradziuk. W imieniu 6 biskupów, alumnów seminarium ryskiego, wyraził podziękowanie ks. Pentjušsowi za prawdziwie ojcowską troskę względem „powołańę z Ukrainy. Przypomniał także, że ks. Pentjušs w czasie prześladowań komunistycznych wspierał materialnie i wychowywał pokolenia kapłanów z Litwy, Łotwy, Białorusi i Rosji. Wszyscy nazywali go po prostu „Ojcem Duchownymę – było to jakby jego drugie imię.
Przy okazji warto wspomnieć, że wychowankiem ks. Pentjušsa jest także ks. bp Jan Paweł Lenga, marianin, pracujący w Kazachstanie, oraz że „spod rękię ks. Wiktora „wyszedłę śp. ks. Vanags.
Następnie – w imieniu Zgromadzenia – przemówił ks. Kazimierz Pek, Rektor Seminarium Mariańskiego w Lublinie. Podkreślił, że ks. Pentjušs będąc wzorowym zakonnikiem marianinem i kapłanem, stał się wielkim darem dla Kościoła w centralno-wschodniej Europie. Przypomniał też słowa ks. Wiktora, który uważał, że każdy czas jest dobry dla prowadzenia dzieła ewangelizacji, zarówno trudne czasu komunizmu, jak i obecne, niełatwe czasy neoliberalizmu.
Dodajmy, że ks. Pentjušs zebrał wśród ludzi pobożnych i przekazał na budowę Mariańskiego Seminarium Duchownego w Lublinie dość „ciężkię woreczek złotych kopiejek, który to „skarbę , w sposób cudowny, przewiózł do Polski ks. Józef Pietuszko.
We Mszy św. w Rydze ze strony Zgromadzenia uczestniczyli: Przełożony Prowincji Łotewskiej, ks. Pavils Zeila, ks. Jazeps Sitnieks, ks. Andris Ševels, ks. Rinalds Stankēvičs i, już wspominani, ks. Józef Pietuszko (reprezentujący Białoruś), ks. Kazimierz Pek oraz ja. W gronie księży diecezjalnych był obecny ks. Andrejs Trapucka, który w 2005 roku opuścił Zgromadzenie i został włączony do diecezji ryskiej. Po Mszy św. trumnę uroczyście wyprowadzono z kościoła, a następnie ciało ks. Wiktora przewieziono do Welonów.
Ksiądz Juris Jelinskis, obecny Rektor Seminarium Ryskiego, zaprosił wszystkich kapłanów i siostry zakonne na obiad do seminarium; przyjęto nas bardzo gościnnie.
O śmierci ks. Janisa Vaivodsa dowiedzieliśmy się 20 lutego. Od 1 listopada 1999 roku ks. Janis należał do Zgromadzenia Marianów jako cooperator agregatus. Współbracia z Łotwy zdecydowali pochować go wraz z ks. Wiktorem. Ksiądz Janis jako kapłan służył Kościołowi na Łotwie przez ponad 57 lat. Był człowiekiem bardzo wykształconym (znał biegle 8 języków) i przez długie lata był profesorem w Seminarium Ryskim. Ostatnie 7 lat spędził w naszym klasztorze w Welonach. Pragnął odbyć nowicjat i złożyć śluby zakonne, jednak stan zdrowia nie pozwolił mu na to, i choć pozostał do końca tylko jako cooperator agregatus, czuł się w pełni marianinem.
Dnia 22 bm. w czwartek wieczorem w półmrocznym kościele w Welonach stały dwie trumny, pośrodku krzyż i zapalony paschał. Z pobliskiej parafii przyjechał proboszcz z wiernymi, aby odprawić Mszę św. za zmarłych kapłanów. Do koncelebry dołączyli księża marianie z klasztoru w Welonach. Tego dnia dojechali do Welonów również współbracia z Lublina: ks. Andrzej Jerominek, ojciec duchowny w seminarium, br. Stanisław Bednarz (kierowca), dk. Krzysztof Orłowski oraz trzej klerycy należący do wspólnoty łotewskiej: Ervins Jaudzems (II rok filozofii), Dmitrijs Artjomovs (V rok) i Imands Medveckis (V rok, profes wieczysty).
W piątek, 23 lutego, w kościele w Welonach, liturgia pogrzebowa rozpoczęła się o godz. 11.30. Najpierw były śpiewane po łacinie egzekwie, a po nich rozpoczęła się Msza św., której przewodniczył J.E. Janis Bulis, biskup diecezji Rezekne-Agłona, do której należą Welony. Obecny był również bp Vilhelms Lapelis. W koncelebrze uczestniczyło 73 kapłanów, a 4 posługiwało podczas Mszy w konfesjonale. Na pogrzeb przyjechali także reprezentanci marianów z Litwy: ks. Tomas Miliauskas i ks. Linas Šipavičius, oraz przedstawiciel Kościoła luterańskiego z Rygi. Zjechała się więcej niż połowa kleru z Łotwy, co podkreśla wielkie uznanie, jakim cieszyli się ks. Pentjušs i ks. Vaivods. Kościół był przepełniony wiernymi (prawie 300 osób). Śpiew chóru wytworzył nastrój sprzyjający modlitwie.
W homilii bp Bulis przypomniał niektóre rysy biograficzne z życia obydwu Zmarłych. Uwypuklił ich wierność i ofiarność w pracy dla Kościoła, dając ich za przykład dla zakonników i kapłanów. Szczególnie podkreślił wielkie zasługi ks. Pentjušsa w zakresie formacji kleryków z krajów dawnego bloku sowieckiego.
Pod koniec Mszy św., w imieniu Ojca Generała i całego Zgromadzenia, podziękowałem wszystkim za obecność i za modlitwę. Podkreśliłem, jak wielką rolę odegrał ks. Wiktor dla Zgromadzenia na ziemiach okupowanych przez były Związek Radziecki. Za odwagę i poświęcenie zasługuje on na miano pater congregationis. Wpisał się wielkimi literami w historię świetlanych marianów z Łotwy, takich jak ks. Bronisław Skrinda i ks. Jan Mendriks. Nadchodząca beatyfikacja Ojca Założyciela i świętość życia wielu jego synów duchowych poświadcza, że nasze Zgromadzenie może być szkołą i drogą do świętości. Zachęciłem wicepostulatora, ks. Rinaldsa, do tego, aby od razu starał się zbierać świadectwa o zmarłym ks. Pentjušsie.
Kiedyś ks. Wiktor wspominając dawne czasy, stwierdził, że najpiękniejsze rekolekcje spędził w ciemnym lochu więziennym, gdzie przebywał 2 dni bez jedzenia i picia. Pośród wielu napisów wyrytych na ścianie więzienia znalazł wyryty także krzyż, który zainspirował go do gorącej modlitwy i rozmowy z Bogiem.
Jeden z kapłanów diecezjalnych powiedział mi, iż klerycy w Seminarium Ryskim nadali ks. Pentjušsowi przydomek „Gienaę. Tak nazywał się dobrotliwy krokodyl z rozrywkowego serialu dla dzieci. W ten sposób klerycy chcieli podkreślić charakterystyczną cechę swego „Ojca Duchownegoę : pogoda ducha i szeroki uśmiech, którym wszystkich rozbrajał i przyciągał. Przemówienie zakończyłem prośbą do Boga, aby te „dwa ziarnaę wrzucone w ziemię łotewską wydały obfity plon w postaci nowych i świętych powołań kapłańskich i zakonnych. Mariańska Wspólnota na Łotwie ma wspaniałą przeszłość, młodzi współbracia mają przykłady, na których mogą się wzorować. Dlatego też jesteśmy przekonani, że choć obecnie mała, ale prężna duchowo, ma także przed sobą pomyślną przyszłość.
Na koniec odbyły się modlitwy przy trumnach i został odśpiewany „Hymn Mariańskię . Następnie ciała Zmarłych kapłanów przeniesiono na cmentarz kościelny. Byłem pełen podziwu dla biskupów i wielu kapłanów, którzy lekko ubrani i bez nakrycia głowy, znosili heroicznie siarczysty mróz (-30°C!), odprawiając do końca wszystkie przypisane obrzędy pogrzebowe.
Po pogrzebie przygotowany był obiad dla wszystkich kapłanów, kleryków i sióstr zakonnych. Podczas posiłku przemówił pastor Kościoła luterańskiego z Rygi. Podkreślił, że wskazówki ks. Pentjušsa były dla wielu grup protestanckich punktem odniesienia i orientacji.
Należą się słowa uznania dla naszej Wspólnoty z Łotwy za bardzo dobre przygotowanie i przeprowadzenie uroczystości pogrzebowych.
Wieczorem, już po wszystkich obrzędach pogrzebowych, ks. Rinalds zaproponował mnie i księdzu Andrzejowi Jerominkowi krótki wyjazd do Narodowego Sanktuarium Maryjnego w Agłonie (70 km od Welonów). W kościele był wystawiony Najświętszy Sakrament. Pod obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus jest napisane: „Mostra te esse Matremę . Modliliśmy się, prosząc Maryję, aby pokazała, że jest prawdziwie czułą Matką dla naszych Zmarłych Współbraci, dla Wspólnoty Łotewskiej i dla całego naszego Zgromadzenia.
W sobotę, 24 lutego, wracając do Warszawy, wstąpiłem w Rydze do mieszkania, w którym przez ostatnie lata mieszkał ks. Wiktor. Spotkałem tam ks. A. Trapucka, którego poprosiłem, aby ułatwił przekazanie naszej wspólnocie na Łotwie wszystkich rzeczy osobistych ks. Pentjušsa, jego dokumentów, listów, książek. Materiał ten trafi do archiwum zakonnego, a niektóre rzeczy zostaną wystawione w muzeum, które ks. Rinalds Stankēvičs zamierza zorganizować w Welonach. Niech nasi współbracia Viktors i Janis odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.


Przełożony Generalny i Jego Rada
Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich

